| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
Ola Jakubczak - strona mojej zawodniczki
Strona Marcina Lewandowskiego 800m
sobota, 08 listopada 2008
Pędzące wiatry
Ostatnio znacznie ciekawsze niż moje zmagania z czasem biegu są moje zmagania z wiatrem. Otóż w Słupsku występują 3 podstawowe podmuchy:

1. zachodni - najbardziej korzystny, bo wieje mi przez pierwsze 5km biegu, potem wbiegam w las, a z powrotem mam podmuchy w plecy.

2. północny - zwykle bardzo zimny, wieje przez część drogi powrotnej, strasznie nieprzyjemny.

3. wschodni - najgorszy, bo nie tylko zimny, ale wieje mi przez 5km drogi powrotnej, kiedy jestem już zmęczony i spocony.

Od 4 dni mam potężny wiatr zachodni. W związku z tym bardziej niż intensywnością, martwię się, żeby nie zostać przewianym. Dodam jeszcze, że dni bezwietrzne występują tu bardzo rzadko, to jest ciągła walka z wiatrem.

Co zaś do nowości treningowych, to ostatnio prawie nic nie robię, w porównaniu do wcześniej. Biegałem któregoś dnia 6km w tempie 3.23/km - w pofałdowanym terenie. Nie biegałem treningu, o którym mowa w poprzednim wpisie. Biegałem raz 5x300m szybko, raz 4x200m szybko - bo startuję na milę.

Ach, sorry, biegałem też raz rozbieganie 24km w tempie 4.20-4.15/km. Jeśli utrzyma się dodatnia temperatura przez całą zimę, będzie to mój podstawowy trening wytrzymałości, robiony zamiast biegów ciągłych. Dystans będzie rósł, prędkość być może też, na pewno jednak będzie to długi trening tlenowy. Ostatnio nawet dość się zmęczyłem. Tempo takie wydawało się spacerowe, ale ponieważ dawno nie biegałem tak długiego rozbiegania, na ostatnich kilometrach (pod wiatr!) było mi dość ciężko.

No a poza tym muszę się pochwalić, że doszedłem już do 150 brzuszków i 140 grzbietów robionych na raz. Jest moc i niedługo Pudzian się schowa jak mu zaświecę klatą.
czwartek, 30 października 2008
Deszcz, deszcz...
Podczas gdy w niemal całej Polsce ciepło, ja od tygodnia intensywnie testuję nowe buty - w błocie, deszczu, wodzie. Dziś w Słupsku nie dość, że zimno, to pada niemal bez przerwy, nie wiem, czy znajdę przerwę w deszczu, żeby iść na trening. Na szczęście buty są znakomite - to nowy model Pumy, z Goretexem i w tych warunkach sprawdzają się fantastycznie.

W weekend startowałem na 10km w Kole. Przyznam szczerze, że miałem nadzieję na lepszy start, przede wszystkim czasowo. Liczyłem na połamanie 31 minut. Pierwsze 3km biegłem w czubie, tempo było mocno szarpane, zrywane, międzyczas: 9.06. 5km miałem w 15:18, ale od 3km biegłem już sam i stopniowo zwalniałem, nie czując tego. Na 7km minął mnie jakiś gość i mogłem biec za nim, ale pech chciał, że akurat miałem ciężki kryzys i nie byłem w stanie go utrzymać. Dobiegłem sam do końca i skończyło się na 31:31. Szkoda, bo pogoda była niezła, mimo wiatru, który najgorszy był na ostatnim kilometrze.

Treningowo niewiele się zmienia, może poza tym, że ostatnio wzrosła mi średnia prędkość rozbiegań. O ile wcześniej, jak donosiłem, biegałem w tempie 5min/km i wolniej, teraz zdarzają się dni, że ganiam 4.30-4.40, raz nawet złapałem międzyczas 4.27 i to w terenie, na lekko pofałdowanej trasie. Cieszy mnie to, bo jest to z takim samym nakładem energii jak wcześniej te 5min/km.

Poprzedni tydzień był mało objętościowy, bo zrobiłem jeden dzień wolny i jeden rozruchowy, gdzie przebiegłem tylko 6km. Łącznie wyszło dokładnie 100km, poprzednie pięć tygodni w okolicach 130km. Niedługo powinienem znowu zwiększyć ten kilometraż. Zacząłem już biegać podbiegi, od których miałem dłuższą przerwę, na razie biegam tylko sprinty pod górę. W poprzednim tygodniu, przed Kołem, pobiegłem też najdłuższy interwał w swoim życiu, 8x1km, w tempie 3:06-3:04/km. Dzisiaj znowu jest czas na podobny trening, jeśli deszcz przestanie padać, to pobiegam 2 x (2x1km + 5x 200m). Ot, takie urozmaicenie szybkościowe.
czwartek, 16 października 2008
Październikowe bieganie
Wróciłem do Słupska i mam zamiar posiedzieć tu jakiś czas. Powitał mnie deszcz i wiatr, muszę na powrót przyzwyczaić się do wilgotnego, reumatycznego powietrza. Niestety.

Zacznę od uporządkowania ostatnich wydarzeń. Są ostateczne wyniki z biegu na 3km w Mielcu - pobiegłem 8.37. Całkiem dobrze, zważywszy na 6 zakrętów o 180 stopni, zimno, deszcz i fakt, że byłem 5 dni po półmaratonie. To szybciej niż moja zeszłoroczna życiówka, prawdę mówiąc. Zaś w ostatnią niedzielę biegłem na 5km crossu w Biłgoraju. Wygrał Ukrainiec Fiskowicz, który ma życiówkę na 10km - 29.10. Drugi był Bogdan Dziuba, ja trzeci. Liderzy odskoczyli mi już od pierwszych metrów. Trochę z zaskoczenia - starter wystrzelił bez jakiejkolwiek komendy i totalnie zaspałem na starcie. Po 100m był zakręt pod górę i zwężenie, a do tego czasu nie przebiłem się przez rój nieletnich dziewczynek, które stały obok i zareagowały szybciej na strzał. Kiedy wreszcie wygrzebałem się z tej grupy, tratując dziewczynki, dwóch liderów było już ze 30m z przodu. Goniłem ich do 3km, ale Ukrainiec narzucił ostre tempo i nie udało się. Końcówkę wyluzowałem i dobiegłem trzeci na luzie.

Teraz chcę trochę pobiegać z prędkościami pod 10km i wystartować jeszcze jesienią na ateście, trzeba zrobić jakąś oficjalną życiówkę. Mam tylko nadzieję, że pogoda w Słupsku mnie nie wykończy. Jestem wciąż na etapie dużego biegania i ostrej siły ogólnej, trzeba nadrabiać zaległości w muskulaturze ; ) Jak niektórzy wiedzą, nie robię typowego roztrenowania, zamiast tego na zimę mocno zwalniam obroty. No ale to po 11 listopada dopiero.

Wczoraj byłem na 2 godzinach biegania, nie robiłem tego treningu przez kilka tygodni i nie czułem się za pewnie, pod koniec byłem mocno zmęczony. Tempo biegu w terenie - 4.50-4.40/km. Dziś mam w planie interwał 20x400m, strasznie ciężki trening, nie wiem tylko, jak i gdzie go zrobię, bo w terenie błoto, a na stadion daleko. Pomyślę. Aha - przedwczoraj podróż do Słupska, a wieczorem lekkie rozbieganie i 8x60m żwawego podbiegu. Też dawno nierobiony trening.

Pod koniec października podliczam kilometraż i łączne obciążenia roczne. Ale na razie muszę nadrobić trzytygodniowe zaległości w dzienniczku treningowym. Na szczęście biegam razem z Olą i przed wyjazdem z Zamościa sfotografowałem jej dzienniczek strona po stronie, będę przepisywał...
wtorek, 30 września 2008
Moja metoda treningowa
Czas na głębsze podsumowanie ostatniego roku. Obaliłem tyle dogmatów "polskiej myśli treningowej", że aż wypadałoby przelać kilka wniosków na bloga.

Po pierwsze - w ciągu zaledwie trzech tygodni pobiegłem niezły wynik i na 800m, i w półmaratonie. Może to wyglądać na szaleństwo, ale jest działaniem planowym, a do tego logicznym. Mój wynik na dystansie 800m (1.50,83) jest wyraźnie lepszy niż wynik w półmaratonie (1:09.04), ale wynika to z dwóch podstawowych przyczyn: po pierwsze, 800m miałem poprowadzone od początku do końca, w mocnej stawce, równo i przy dobrej pogodzie; podczas gdy półmaraton biegłem w większości samotnie i przy silnym wietrze. Po drugie - mój staż treningowy pod 800m jest dłuższy, pod półmaraton poza startami na ulicy nie zrobiłem praktycznie żadnego treningu docelowego, tylko trening ogólny.

Oparłem swój trening na bieganiu, dużym jak na mnie, bo rocznie będzie to wzrost z poziomu ok. 3700km do poziomu ponad 6000km. W 90% było to jednak bieganie wolne. Zrezygnowałem z archaicznych polskich treningów, typu oddzielna jednostka treningowa poświęcona tylko skipom i wieloskokom czy bieg ciągły biegany na "nos trenera". Biegi ciągłe tzw. II zakres biegałem tylko do kwietnia, na komfortowe samopoczucie. O ile w latach wcześniejszych było to ok. 3:30/km, teraz było to bliżej 3.50/km, ale wyraźnie dłużej. Wprowadziłem za to amerykańskie tempo, czyli 20 minut biegu w tempie wyznaczanym według tabel Danielsa, dla mnie było to ok. 3.17/km. Co do odcinków - nie miałem ani jednego sezonu, w którym biegałbym ich tak mało. Zrezygnowałem z treningów powodujących duże zakwaszenie, czyli rzeźbienia odcinków, siły na krótkiej przerwie oraz nakładających się mocnych treningów. Biegałem za to sporo podbiegów, ale na długiej, swobodnej przerwie w marszu lub w truchcie.

Efekt jest taki, że mój poziom sportowy wzrósł (życiówki na 1000m, 3000m, 5000m, mimo rzadkich startów na bieżni), czuję się o wiele lepiej, nie choruję, nie mam kontuzji. Odbudowałem się fizycznie i psychicznie.

Trening oparty na wytrzymałości i sporadycznych, ale regularnych akcentach siłowo-szybkościowych nie jest oczywiście moim wymysłem. W podobny sposób trenuje połowa świata, a może i cały świat. Zupełnie inaczej trenują za to setki polskich juniorów, młócących odcinki, siłę biegową, rzeźba, rzeźba, rzeźba. Przez 7 czy 8 lat, które jestem w sporcie widziałem tylu zajechanych juniorów, że ciężko byłoby to zliczyć.

Polski juniorze! Jeśli trenujesz według schematu - najpierw siła taka, że ledwo idziesz, potem bieg ciągły taki, że ledwo dobiegasz, a na trzeci dzień odcinki biegane w trupa - nie zajedziesz daleko. Spytaj swojego trenera, czemu służy dany trening - on powinien to wiedzieć. Dlaczego masz biegać ciągły akurat po 3:30, a nie np. po 3.20 czy 3.40? On powinien to wiedzieć. Najczęściej nie wie.

Jeśli czytasz mojego bloga albo bloga Marcina Lewandowskiego, powinieneś widzieć, że można biegać przyzwoicie, będąc w zasadzie amatorem - jak ja - czy też biegać niewiarygodnie szybko - jak Marcin, robiąc naprawdę spokojny, ale przemyślany trening.
czwartek, 25 września 2008
Podsumowanie sezonu
Czas podsumować tegoroczne starty na bieżni, tym bardziej, że nie będę już w tym roku nigdzie biegał poza ulicą. W zasadzie spełniłem swoje założenia na ten sezon - pobiegłem 1 klasę na 5000m, a przy tym utrzymałem poziom na krótszych dystansach. Jeśli będę w stanie regularnie trenować, powinienem w przyszłym roku pobiec 5000m w granicach 14 minut i 10 000m poniżej 30 minut. Chciałbym pobiec 10000m na bieżni, ale co z tego wyjdzie - zobaczymy. A ten rok? No to po kolei:

800m - Jeden start, całkiem udany - 1.50,83. Mogło być szybciej, co najmniej o sekundę, przy bardziej sprzyjającym biegu, ale cieszę się z tego wyniku. To lepiej niż się spodziewałem kilka miesięcy temu, szósty rok z rzędu zrobiłem 1 klasę w biegu na 800m.

1000m - Samotny bieg w Lublinie przy fajnej pogodzie i życiówka - 2.24,21. Trzeci wynik w Polsce, oczywiście pierwszy, jeśli liczyć biegi bez zająców. Cieszę się, chociaż żałuję, że nie miałem szansy pobiec w jakimś prowadzonym biegu, z rywalami naciskającymi do samego końca. Byłaby szansa na świetny wynik.

1500m - Dwa starty, jeden w Siedlcach na 3.51, drugi w Szczecinie, dzień po 5000m - 3.49,21. Minimalnie nie zrobiłem pierwszej klasy, szkoda, ale w sumie też jestem zadowolony. Byłem w formie na wynik w granicach co najmniej 3.46, ale nie co roku bije się życiówki, poza tym oba starty na 1500m były dla mnie typowymi startami dla przyjemności, bez żadnego przygotowania tempowego. Po 5km 1500m biega się jak sprint. Jestem zadowolony z formy, a że nie było biegu, aby ją w pełni potwierdzić? Trudno!

3000m - Dystans, na którym pobiegłem, subiektywnie, najwartościowszy wynik. Dwa starty, pierwszy treningowy na 8.41 w Sopocie, drugi również w Sopocie - 8.15. To był chyba mój najlepszy bieg w sezonie, z wolnym początkiem, piekielnie mocnym finiszem i dużą rezerwą, którą czułem na mecie. Życiówka poprawiona o 20 sekund i przełamanie tuż przed Mistrzostwami Polski.

5000m - Strasznie ciężki dystans, mój debiutancki w tym roku. Zaliczyłem 4 starty, w tym 3 słabe i biegane praktycznie samotnie. W najważniejszym momencie osiągnąłem dokładnie tyle, ile założyłem, przy lepszej pogodzie była szansa nawet na szybciej. Ale i tak jestem w pełni usatysfakcjonowany. Po trzecim biegu na 5km, kiedy wykręciłem 15.01, byłem pewien, że nie stać mnie na bieganie poniżej 14:25, czyli na poziomie 1 klasy sportowej. Pobiegłem ostatecznie 14:24 :) Wciąż brakuje mi wytrzymałości, siły i obiegania. Wszystkie biegi na 5km były męczarnią. Dlatego, chociaż była nadzieja na poprawienie czasu jesienią, postanowiłem w tym roku odpuścić dalsze starty na tym dystansie. 4 razy to wystarczająco jak na początek.

10km - Kilka startów na ulicy, na nietestowanych trasach. Na razie skończyło się na 31:25. Brakuje mi wszystkiego, poza szybkością. Kilka miesięcy i powinienem być dużo mocniejszy. Choć uważam, że w tym roku, przy skupieniu wszystkich sił na jednym biegu na bieżni, idealnej pogodzie i prowadzeniu, pierwsza klasa (30.30) była w zasięgu. Ale dyszka to dla mnie jeszcze zbyt duża mordęga. Jak na urodzonego 800-metrowca i tak jestem zadowolony ; )

W zasadzie cele na ten rok został osiągnięte. Chciałem rozwijać się w kierunku biegów długich, a przy okazji pobiegać dla przyjemności kilka biegów na bieżni. W przyszłym roku, jeśli się uda, będę szedł w tym samym kierunku. Czeka mnie jeszcze bieg w półmaratonie (może dwa?) i kilka "dyszek" jesienią. Potwierdziłem predyspozycje wytrzymałościowe, przełamałem kryzys z dwóch ostatnich lat, nie miałem problemów z męczącym mnie wcześniej kaszlem, czuję się bardzo dobrze na koniec sezonu. Gdyby nie kilka drobnych urazów, byłoby bardzo dobrze. Trenowałem wręcz niewiarygodnie łagodnie, wreszcie w pełni świadomie i rozsądnie. Nadal mam z tego niezłą frajdę ; )
środa, 24 września 2008
Wiatr, deszcz, zimno. I biegi.

Jestem po kolejnym starcie na ulicy. Biegałem w Wejherowie 10km, dzień później w Rumii, treningowo - 6km. Jestem umiarkowanie zadowolony z pierwszego biegu. Pobiegłem 31:25, trasa nie była idealna. Zyskałem jednak pewność, że nie jestem jeszcze dobrze przygotowany do regularnego, mocnego biegania 10km. Na 3km w tym roku biegało mi się doskonale, na 5km ciężko, ale wykręciłem niezły czas, na 10km i samopoczucie, i czas są słabe. Właściwie nie spodziewałem się niczego innego. To jednak nie najlepsza prognoza przed jesiennym biegiem półmaratońskim.

Po weekendzie czuję się mocno poobijany. W poniedziałek biegałem tylko 12km, bardzo wolno, we wtorek i środę po dwa rozbiegania, ogólny kilometraż spory, ale bardzo, bardzo wolno, dzisiaj osiągnąłem nawet 5:08 na pomiarowym kilometrze. Bolą mnie nogi, a co najgorsze - odezwała się kontuzja biodra sprzed dwóch miesięcy. Może z zimna? Rozciągam to mocno i każdego dnia jest ciut lepiej, ale biega mi się bardzo ciężko, bo ból promieniuje do pachwiny, jest mocno dokuczliwy. Poza rozbieganiami nie jestem na razie w stanie nic zrobić, ale i tak bym nie robił. Plan na najbliższe dni jest taki, aby odpoczywać ogólnoustrojowo, nie pozwalając przy tym zupełnie wypocząć mięśniom. Stąd dużo bardzo spokojnego biegania, które częściowo ma być już przygotowaniem bazy pod przyszły sezon. Dużo też ćwiczę - grzbiet, ręce, brzuch, chociaż nadal czuję się słaby,

W weekend jadę do Warszawy. Mam nadzieję, że pogoda podczas maratonu będzie podobna do tej zeszłorocznej.

No i jak co roku jesienią zaczynam powoli walkę z wiatrem, deszczem, zimnem. Nic przyjemnego.

niedziela, 14 września 2008
Qatar
No i klapa - przeziębiłem się. Kilka startów, mocniejsze treningi, podróże, mniej snu, do tego zmiana pogody - i wystarczyło. To jest niestety ten ból w treningu, że jak wszystkiego nie ma się zapiętego na ostatni guzik, zaczynają się problemy. W Polsce szczególnie wykańczające są podróże. Z Zamościa do Warszawy - 4,5 godziny, z Warszawy do Słupska - 8,5 godzin, bo zepsuł się wagon (przeklęte nieroby z PKP!). Czyli podróż porównywalna z wyprawą do Kalifornii lub olimpijczyków do Pekinu, odbywana jednak w daleko gorszych warunkach.

Na szczęście tragedii nie ma, dziś czuję się dużo lepiej niż przez ostatnie trzy dni. Wczoraj biegałem na 9km, w biegu przełajowym. Był to dobry trening, przybiegłem dopiero ósmy mając zdecydowanie problemy z oddychaniem.

W tygodniu po starcie trochę się przemęczyłem. We wtorek zrobiłem, po dość długiej przerwie, intensywne podbiegi na dość stromej górce. Efekt: koszmarne zakwasy nóg przez kolejne 4 dni. A że do tego dodałem ze dwie serie ćwiczeń na siłowni na ręce, miałem komplet zakwasów. Dzień później biegałem pierwszy tak długi interwał w tym roku - 20x400m, na minutowej przerwie, w tempie 1.14-1.12. Było ciężko, szczególnie z zakwasami.

9km biegu było ciężkie psychicznie po sprintach na 1000 i 800m. Wyobrażam sobie, jakim koszmarem może być półmaraton. Mimo wszystko spodziewam się, że przy dobrej pogodzie połamię 1:10, oczywiście będę się starał połamać jak najmocniej. Całą jesień startuję co tydzień, powinienem więc wkrótce znowu wpaść w rytm długich wyścigów.

Zdjęcie z wczoraj, czerwona koszulka:

niedziela, 07 września 2008
Po sprincie na 800m
Ligowy start na dystansie 800m przeszedł do historii. Wypadło to bardzo przyzwoicie, pobiegłem 1.50,83. Właściwie najszybciej od dawna. Mimo wszystko czuję jednak lekki niedosyt, bo czułem w sobie moc w czasie biegu i liczyłem, że 1.50 pęknie. Ale 1.50 z treningu pod półmaraton to nie jest źle.

Bieg zaczął się bardzo szybko i na pierwszych 200m nie trzymałem czołówki. Na szczęście szybko zwolnili, więc na 400m byłem już w kontakcie. Ja miałem 400m w jakieś 55, może 54,80. Potem było lekkie zwolnienie, ale na 600m czułem się doskonale. Zszedłem na drugi tor gdzieś 150m do mety, żeby mijać, ale wtedy jak czołówka depnęła, to tylko mogłem im pomachać na pożegnanie. Na ostatniej prostej usztywniłem się.

Dawno nie miałem takiego treningu szybkościowego - godzinę później pobiegłem jeszcze sztafetę. Na drugiej zmianie pobiegłem 50,5 - bardzo przyzwoicie. Jedyny problem jest taki, że zdarłem stopę i nie wiem, czy będę w stanie przez parę dni normalnie biegać, a tu trzeba teraz zrobić trochę biegania pod dłuższe starty. Miałem kilka mocnych akcentów beztlenowych, teraz trzeba pobawić się w tlenie, odbudować, obiegać na szybkościach rzędu 3.10-3.05. Nie ma co się łudzić, pobiec półmaraton w 1:07:50 będzie mi bardzo ciężko. Teoretycznie, licząc z kalkulatora z 5km, powinienem pobiec nawet 1:06, ale czuję, że jeszcze nie jestem do tego wystarczająco obiegany. Już na 10km zaczynam mieć problemy, półmaraton może się okazać bardzo trudny. Ale pobiegam teraz ze 2-3 tygodnie trochę więcej i zobaczymy.

Ponieważ czytają mnie młodzi 800-metrowcy, powiem - nie bójcie się treningu wytrzymałości i dużego, tlenowego biegania. Z tego naprawdę można mieć niesamowity gaz w nogach. Podam zresztą przykłady zagraniczne. Nick Willis, tegoroczny medalista olimpijski na 1500m, pobiegł na 800m 1:45, ma też życiówkę 13:21 na 5000m. Alan Webb - 1.43 na 800m i 27:36 na 10000m. Lopez Lomong, półfinalista tegorocznego 1500m, strasznie napakowany gość, gania 1:45 na 800m, 3:35 na 1500m, a równocześnie jesienią pobiegł 10km przełaju w 29:45! Wytrzymałość daje potworną moc.
niedziela, 31 sierpnia 2008
Bieganie w Lublinie
Mam trochę nowego materiału do przemyśleń, na temat mocy odpowiednio dobranego treningu wytrzymałościowego. Parę dni temu wróciłem z obozu, gdzie w porywach dobiegałem do 200km/tygodniowo. Co gorsza, ostatniego dnia na dobicie przebiegłem 30km. Pomyślałby kto - to śmierć dla szybkości, prawda? A tu zdziwienia - wplatanie w to odpowiednich treningów szybkościowych, w zasadzie łagodnych, sprawia, że nadal można się nieźle "bujnąć".

3 dni po 30km rozbiegania biegałem trening w kolcach, jeden z nielicznych tego lata. Ku swojemu zaskoczeniu, przebiegłem 400-300-200m w 53,8-40,6-26,0. Przerwy długie. Zaskoczenie dotyczyło pierwszego odcinka, spodziewałem się, że 56 będzie w bólach.

Dzisiaj startowałem w Lublinie na 1000m. Biegnąc sam od startu do mety wykręciłem trzeci wynik w kraju - 2.24,21. Oficjalnie to moja życiówka, nieoficjalnie - pobiegłem kiedyś trochę szybciej, prowadząc w Bielsku-Białej bieg na 1500m. Co jednak najlepsze, dobrze się czułem na względnie wysokich prędkościach. Pierwsze 400m w 56,5, drugie 59,5, ostatnie 200m w 28,3. Jestem pewien, że przy dobrym biegu i rywalach wykręciłbym ze 2:21. Co ciekawe, trenowałem z myślą o starcie w półmaratonie jesienią, ale oczywiście z założeniem, że biegnę wcześniej jeszcze dwa krótkie starty.

Za tydzień na lidze ścigam się na 800m, liczę na dobrą pogodę i szybki bieg. Czuję, że stać mnie na dobry wynik. Dzisiaj biegłem na zupełnym luzie.

A jaki z tego wniosek? Nie bać się treningu wytrzymałościowego, nie rzeźbić na treningach, bo bez rzeźbienia można naprawdę szybko pobiec. Ja przez całe wakacje w ramach mocniejszych treningów na prędkościach startowych pobiegłem tylko dwa razy 5x200m i teraz to 400-300-200. Oprócz tego 2 razy 6x1km, w tempie 3:05-2:57, raz w tygodniu podbiegi 10x100m oraz dwa razy przez wakacje trzeci zakres. Reszta - to człapanie po 5min/km. Żadnej siły biegowej. Efekt zaś jest taki sam, jak wtedy, gdy ganiałem 3 szybkie treningi w kolcach w tygodniu. Ciekawe, prawda?
wtorek, 26 sierpnia 2008
Powrót do Zamościa
Dziś tylko krótki wpis blogowy, bo nie mam siły... Ale poczytałem blog Ryana Halla i nabrałem werwy, Bardzo motywująco chłopak pisze, nie wiem, czy sam, czy ktoś mu pomaga. Ale niestety, wiem, wiem, jak się czyta mojego bloga, to tylko ból, rozpacz i cierpienie, a u Halla same wyzwania, przyjemność. Najwyraźniej Hall znajduje więcej pocieszenia w religii.

Dzisiaj znowu cierpiałem, choć nie tak bardzo. Jak zwykle pechowo, w dzień, kiedy miałem wyjątkowo nieprzyjemny dla mnie trening, pogoda była fatalna. Biegałem 6km tempa, a było gorąco i strasznie wiało. Mimo tego wykręciłem 19:43, najszybciej w historii i wyraźnie szybciej niż na wiosnę w takich samych warunkach. W nogach czuję zmęczenie obozem, ale kiedy na drugim kilometrze przyspieszyłem do 3:13, czułem oszałamiający luz. Jednak szybko się skończył ; )

Trening w takich warunkach zależy od chwilowych kaprysów pogody. W momencie, gdy zawiało mi mocniej, na trzecim kilometrze miałem 3:20. Na piątym tradycyjny kryzys i znowu zwolnienie do 3:20, na ostatnim 3:15. Średnio po 3:17 i jest nadzieja, że w idealnych warunkach przebiegłbym to na 3:14 lub szybciej na luzie. Co mnie cieszy, bo widać, że wytrzymałościowo powoli się wzmacniam. Jutro dołożę do tego kilka powtórzeń, konkretnie 400-300-200m dość szybko (mam nadzieję) i na długich przerwach. W niedzielę biegam w Lublinie, 1000m lub 800m.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5