| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:
Ola Jakubczak - strona mojej zawodniczki
Strona Marcina Lewandowskiego 800m
czwartek, 20 grudnia 2007
Radość biegania

Nie jest źle - biegam wreszcie bez bólu. Właściwie: prawie bez bólu, bo oczywiście bolą mnie mięśnie, trochę wciąż stopa, dziś czułem pachwinę... Ale jest to zupełnie bez porównania z wcześniejszą sytuacją, wkładki jednak działają. Okazuje się, że odzwyczaiłem się do biegania ciągiem - do niedawna z powodu bólu stopy musiałem robić przerwy w marszu.

Dzisiaj kolejny dzień z dwoma treningami, rano rozbieganie i 6x1km, bardzo wolno, od 3.40 do 3.26, ale w pofałdowanym terenie i na 1,5 minuty przerwy. Popołudniu zaś 8km i na stadionie przebieżki oraz płotki. Jest dobrze, zwiększam kilometraż i chociaż człapię, czuję, jak w nogach powoli zaczyna kumulować się siła. Mam nadzieję, że wiosną eksploduje ; )

środa, 26 września 2007
Po treningu

Udało się skończyć dzisiejszy trening. Końcówkę biegałem już w zupełnych ciemnościach, na szczęście linie na stadionie są białe, można więc nie zboczyć, o ile ktoś nie ma skłonności do zboczeń.

Zacząłem od 6km, bardzo spokojnie, zacząłem na ok. 5min/km, skończyłem na 3.46/km, nie szalałem więc na końcu, czuję się bowiem jakiś wypluty. Wczoraj biegałem mocne rozbieganie, może to dlatego. No i potem wszedłem na te 5 x 200m. Jestem zadowolony, bo po przetarciu startami 27s biegałem dość swobodnie. Ale z drugiej strony nie mam już tego gazu, co w najlepszych sezonach. Nie mam już nawet tego gazu, co w kwietniu i maju, po zejściu z gór. Na ostatnim odcinku wycisnąłem tylko 25,66s, cieniutko, mój rekord na identycznym treningu to 24,09. Fakt, że biegałem 1.50 na 800m kiedy na 200m nie mogłem na treningu złamać bariery 26 sekund, ale to były inne czasy, powietrze było rzadsze i biegało się łatwiej.

800m

Pogoda cały zmienna. Dzisiaj wybieram się na tartan, żeby pobiec typowy trening, który często robiłem przed 800tką: 5 x 200m na długiej przerwie. Wcześniej zamierzam pobiec z 6-8km dość mocno, ale to nie nowość. Ostatnio cały czas biegam mocno. Kilometraż spadł mi do 60-80km tygodniowo, ale za to praktycznie nie ma tam człapania. Zaczynam spokojnie, ale potem rozkręcam się i trzymam średnią wybiegań gdzieś na poziomie 4:00/km.

Może się okazać, że za jakiś czas będę już na serio startował na długich dystansach, podczas gdy adres bloga to będzie wciąż 800m. No ale trzeba pamiętać o swoich korzeniach. Kiedy dzisiaj przeglądałem bazę PZLA, znalazłem np. informację, że Leszek Zblewski, ten sam, który startuje teraz głównie w biegach ulicznych (chociaż był też czwarty na MPS na 1500m), biegał w tym roku 800m, w 1.53. Można więc pozwolić sobie na okazyjne starty na bieżni nawet biegając ulicę.

Na razie w sobotę planuję start na 800m w Białogardzie. To ostatni start na bieżni, mam nadzieję, że nie okaże się, że mam wtedy jazdy na prawko. Ostatnio w W-wie miałem już energię, żeby otworzyć pierwsze 400m w 54 sekundy, teraz jeszcze wypadałoby to utrzymać na drugim okrążeniu ; )

piątek, 24 sierpnia 2007
Przed biegiem

Zbliża się kolejny start, o którym nic jeszcze nie wiem. Przede wszystkim nie mam pojęcia, czy pobiegnę 800m czy 1500m. Na pewno jestem lepiej przygotowany na 1500m, ale samotne bieganie 1500m (a na to się zapowiada) jest dużo trudniejsze niż 800m. Mimo wszystko skłaniam się jednak ku 1500m, chyba że będzie jakaś mocna ekipa na 800m. Przedwczoraj biegałem mocny trening w kolcach i 400m w 57,20 to nie było na luzie, a na 800m musiałbym zachować luz przy 55,0.

No właśnie, kto jest ciekawy, co przedwczoraj prułem? Stary, dobry trening: 600-500-400-300-200m. Przerwy długie, 3-minutowe, można w trakcie uciąć drzemkę. Problemem była, jak zwykle, pogoda. W Słupsku było bowiem duszno i deszczowo, panowała taka wilgotność, że niemal nie dało się oddychać. Już po przebieżkach charczałem jakby mi wycieli 3/4 płuca, a na treningu była prawdziwa rzeź.

Zacząłem od spokojnego 600m w 1.32,50. Na tej prędkości się dogrzewam, ale czułem, że oddechowo będzie to ciężkie bieganie. Do tego ostatnio wróciłem do ćwiczeń skoczności, pozwala mi już na to stan achillesa, mam więc podmulone i zmęczone nogi. Ale ok, potem 500m, zacząłem za szybko, bo 30s 200m, potem kontrolowałem i skończyłem w 1.17,4. 400m biegłem już dość żwawo, 57,20, ale nie było to luźno, sapałem i rzeźbiłem, niestety. 300m w 41,4 już ciężko, a 200m w 26,6 na strasznie zmęczonych nogach. Spodziewałem się wysokiego zakwaszenia, a tu niespodzianka - 13,5, bardzo mało. Co zresztą nie jest tak do końca dobre, bo miałem zamiar uderzyć na tym treningu w jakieś 16-17 mmoli, żeby potem nie cierpieć w trakcie startu. Jasno widać jednak, że jestem wytrzymałościowo przygotowany jak nigdy, mam jednak problem z tym zakwaszeniem, kiedyś potrafiłem wycisnąć z siebie na treningu nawet 21mmol. Potem na zawodach biegnie się lekko, bo przy mniejszym zakwaszeniu w ogóle nie czuć zmęczenia. A tak człowiek dobija, powiedzmy, że po 800m do 16 mmol i zaczyna się rzeźba, bo organizm nie jest przyzwyczajony do tego cierpienia.

No ale nic, wczoraj zrobiłem tylko 8km człapania, naprawdę człapania, dziś wyjdę na rozruch i jutro powalczę o wynik, jeśli pogoda pozwoli. Tartan w Słupsku jest cholernie szybki, można więc próbować.

A dzisiaj o północy transmisja biegu maratońskiego z MŚ w Osace. Ja chyba nie dotrwam, ale zapraszam do oglądania.

wtorek, 24 lipca 2007
Deszcz, deszcz, deszcz...

Ciężko w to uwierzyć, ale w Słupsku pada właściwie od dwóch miesięcy, z krótkimi przerwami. W niedzielę lało jak z cebra, dzisiaj to samo. Od miesiąca każdy trening w kolcach robię w ulewnym deszczu. I to się nazywają warunki treningowe, co?

W sobotę pobiegłem pierwsze w życiu 10km na ulicy, w Lęborku. Założenie było takie, aby pobiec to po ok 3.20/km, udało się, wykręciłem 33:29, jak na mnie całkiem przyzwoicie. W niedzielę miałem po tym zrobić normalny trening w kolcach, ale niestety deszcz pokrzyżował plany, dlatego zrobiłem tylko krótkie rozbieganie, a potem 4 x 400m w tempie 62-61s. Biegło się oczywiście ciężko, po długim biegu na ulicy jestem trochę poobijany.

Wczoraj wyszedłem na długie rozbieganie, łącznie z przebieżkami wyszło mi ponad 20km, takiego długiego treningu nie zrobiłem od czasu kontuzji czyli od końca marca. Zaś dzisiaj dwa rozbiegania, a po porannym jako zabawę biegową 30 x 120m, na przerwie w truchcie.

Ogólnie mówiąc, biega mi się przyzwoicie. Liczę, że w dobrym biegu będę jeszcze w stanie wykręcić w tym sezonie dobry czas na 1500m. Miałem w planach również start na 5000m na bieżni, ale nie wiem, co z tego wyjdzie, bo jeśli nie pobiegnę odpowiedniego wyniku na 1500m, być może pod koniec sezonu wrócę na kilka startów na 800m. Przy dobrym przygotowaniu wytrzymałościowym dojście do 1.50 jest dla mnie kwestią 2-3 tygodni, a przynajmniej powinno być. A propos 800m: ostatnio widziałem, że mój znajomy jeszcze z W-wy, Marcin Sobiech, pobiegł 1.50,17! Skubany, mocno, a pamiętam go jeszcze jak biegał taki mały gdzieś tam z nami na obozach. Teraz jest większy o pół głowy ode mnie i biega szybciej... Ten upływ czasu sprawia, że tym bardziej trzeba zredefiniowac swoje podejście do sportu.

Wielu moich znajomych zastanawia się, czy Marcin Lewandowski pojedzie do Osaki. Otóż powiem wam, zanim zrobi to grono pajaców z PZLA: nie ma szans. Nie ma szans, bo jego trener jest zbyt młody i zbyt dobrze udowodnił, że trenerzy kadry nie mają monopolu na świetne wyniki. Czapi pewnie pojedzie jako mistrz Polski i w sumie dobrze, bo ktoś nas powinien reprezentować. Ale Lewego nie puszczą, nie ma szans. Już i tak kilku trenerów ma wrzody z zazdrości, że Marcin biega tak dobrze, od lat przepowiadają jego koniec. Mają pozwolić jeszcze, aby pojechał do Japonii? A jak coś tam, nie daj Boże, wygra?! O nie, moi drodzy.

Ostatnio dotarły do mnie plotki o jakiejś pijackiej rozróbie w Debreczynie, podczas Młodzieżowych Mistrzostw Europy. Dwóch naszych zawodników wylądowało w areszcie. Najdziwniejsze jest to, że PZLA milczy w tej sprawie.

Za oknem oczywiście leje. Co za kraj!

sobota, 14 lipca 2007
Korzybie cross

To będzie rzecz nieco reklamowa w pewnym sensie. Biegałem dziś w ciekawym biegu, po raz drugi w życiu zresztą i zastanawiam się, dlaczego tak mało jest w Polsce podobnych imprez. Otóż był to bieg w Korzybiu, niedaleko Słupska. Jest to jeden z nielicznych biegów po naturalnej nawierzchni, dlatego można przebiec się w kolcach. Trasa biegnie dookoła jeziora, 10,5km, 4 pętle. Po biegu oczywiście, jak to na tego rodzaju zawodach, grochówka, piwo, losowanie nagród. Naprawdę sympatycznie.

Jeśli chodzi o stronę sportową tego przedsięwzięcia, to jestem umiarkowanie zadowolony. Przebiegłem to ze średnią 3.28/km, jest tam trochę górek, więc prędkość przyzwoita. Choć przyznam szczerze, że sądziłem, iż jestem tam w stanie wykręcić czas ze średnią bliższą 3.20/km.

Biegałem tam już 2 lata temu, wtedy pobiegłem 4 sekundy wolniej. A pocieszające jest to, że było to w moim najlepszym sezonie, dwa tygodnie po pobiegnięciu 1.48/800m i 3 tygodnie po 3.47/1500m. Może więc nie jest ze mną tak źle i jeszcze coś wykręcę.

środa, 30 maja 2007
Pod górkę lecz do przodu.

Ufff... Wróciłem niedawno z treningu, pogoda jak zwykle doprowadza mnie do szału. Wczoraj biegałem w saunie, niemal dosłownie! Był tak potworny skwar, że owady płonęły w powietrzu jak świetliki. Pot lał się strumieniami, po zabawie biegowej 6 x 1km ledwo stałem na nogach. Do tego w Polsce powrócił stary koszmar: muchy, komary i drobne insekty. Jest tego zatrzęsienie, wczoraj mimo zmęczenia modliłem się, żeby przerwa szybciej mijała, bo pożerały mnie żywcem. Czy ktoś mi uwierzy, że w Stanach przez 6 miesięcy nie spotkałem ani komara, ani muszki?

Dzisiaj natomiast zupełne odwrócenie pogody: zimno, zachmurzenie, lodowaty wiatr. No coś niesamowitego! Wczoraj biegałem bez koszulki, dusząc się w upale, a dzisiaj w pełnym ubraniu, trzęsąc się z zimna.

Nie będę jednak usprawiedliwiał swojego treningu zimnem. Powiem szczerze: była to rzeźba. Biegałem 5 x 300m, rzęziłem i rzeźbiłem. Od dawna nie wchodziłem na takie prędkości: ok. 42s. Niby nic, a ledwo dałem radę. Bolą mnie nogi, mięśnie są mocno zmęczone. Mam teraz przed sobą dwa dni odpoczynku przed ligą. Jeśli zdążę dojść do siebie, to te 1.53 powinienem pobiec. Treningiem nie ma się co przejmować, bo zawsze miałem tak, że w środku tygodnia rzeźbiłem z wytrzeszczonymi oczami, a potem na zawodach biegałem szybciej na zupełnym luzie. Jest to jednak pewne ostrzeżenie, że teraz trzeba powolutku, spokojnie...

Liczę też, że po lidze wskoczę na poziom przetarcia, który umożliwi mi pobiegnięcie 1500m poniżej 3.50. A szczytu formy oczekuję po 5-6 startach.

Co jeszcze ciekawego? Ola pobiegła 2.12 na 800m. Tak wolno nie biegała od dawna, ale to głównie dlatego, że startowała z marszu z ciężkiego obozu. Teraz odsapnie kilka dni i powinna kręcić nóżkami dużo żwawiej.

Przez jakiś czas mogę się nie odzywać, bo będę w rozjazdach.

niedziela, 27 maja 2007
Pierwsze koty za płoty...

... jak mawia staropolskie przysłowie. No i ja mam za sobą pierwszy start w tym roku.

Bałem się strasznie, czy moja stopa wytrzyma. Tak długiego dystansu nie przebiegłem w kolcach od września poprzedniego roku. Bałem się też, czy zniosę tempo. Miałem to pobiec naprawdę wolno, ale po kontuzji i dwóch krótkich treningach w kolcach było wielką niewiadomą, czy jestem w stanie przebiec 1500m chociaż w 4 minuty. Miałem bowiem za zadanie doholować kumpla na wynik poniżej 4.00. Mnie się udało, kumpel niestety puścił na końcu i nie złamał.

Kto by się spodziewał, że będę się cieszył z wyniku 3.58 na 1500m? Ale cieszę się, to bowiem oznacza, że wracam do biegania na bieżni. Po biegu przeleciałem jeszcze 300m w 38,2 s, kompletując bodziec treningowy. Liczę, że w przyszłą sobotę pobiegnę 800m już w jakieś 1.52, a tydzień później, że połamię 3.50 na 1500m. A potem powinno być już tylko lepiej.

Przyczep boli, ale i tak nie jest źle.

czwartek, 24 maja 2007
back in town

Nareszcie z pewnym spokojem mogę pisać o bieganiu. Jestem z powrotem w treningu. To już pewne, że nie jest to tylko kilka dni poprawy. Oczywiście nadal zmagam się z bólem, ale jest to zmaganie się przy tygodniowym przebiegu ponad 100km, a nie miesięcznym, jak było jeszcze w kwietniu.

Wczoraj wypociłem drugi trening w kolcach, biegałem 10x300m, na przerwie 1,5 minuty, 47-45 sekund. Zmęczyłem się trochę, zadyszka wyrywała mi płuca, ale zakwaszenie zmierzyłem tylko 12,4 mmola, nie było więc źle. Po miesiącu pakowania jestem wciąż jakiś ociężały mięśniowo, to jest najgorsze. Ręce ciągam za sobą, jakby ważyły po 15 kilogramów, nogi chodzą w zwolnionym tempie, do tego nie ląduję lewą stopą na palcach, tylko dość mocno na pięcie, bo wciąż czuję ból. Dzień przed kolcami pobiegałem w lesie 2 x 4km w tempie 3.37/km, działo się to samo - ociężałość, zmulenie, nogi podmęczone... Fakt, że śmigałem w najgorszym upale i potwornym zaduchu, ponad 30 stopniach, ale i tak nie jest jeszcze dobrze.

W sobotę wystartuję kontrolnie na 1500m u siebie w Słupsku. Właściwie ma to być rodzaj treningu, mam zamiar pobiec to w tempie ok 2.38 na 1000m, a potem może ukończyć, może nie. I po tym jeszcze jakiś krótki odcinek sprawdzianowo, żeby dotrzeć się trochę do tej osiemsetki tydzień później.

Co ciekawego w świecie? A biegają, biegają, ale nasi ostatnio nie. Dzisiaj w USA zaczynają się mistrzostwa drugiej dywizji NCAA, biega tam Artur Kern. W pierwszej dywizji dopiero eliminacje regionalne, prawdopodobnie pobiegnie Irek Sekretarski, trzymam kciuki. W Hengelo zaś ma pobiec Marcin Lewandowski, ostatnio w Hiszpanii zgrzał tyłek samemu Hiszpanowi Reinie, jestem więc niesamowicie ciekawy, jak pójdzie mu kolejny start. W Słupsku zaś ma być mocny bieg na 5000m młodzieżowców.

To zaś fotka z wczoraj ze stadionu w Słupsku. Biegam z kumplem Maciejem ; )


poniedziałek, 21 maja 2007
Się biega

Przyczep wciąż boli trochę, wkładki obcierają stopy, ale jakoś się biega. Wczoraj zrobiłem dłuższe rozbieganie, wyszło razem jakieś 17km, dzisiaj dwa luźne treningi, ale łącznie też ponad 20km, nie jest więc źle. Jutro spróbuję pobiegać jakiś szybszy bieg ciągły i zobaczymy, jak to wyjdzie...

 
1 , 2 , 3 , 4