Blog > Komentarze do wpisu
Koniec sezonu

Nadszedł październik, a wraz z nim koniec sezonu. Miałem różne plany, zastanawiałem się jeszcze nad startami na ulicy, ale w końcu doszedłem do wniosku, że na ten rok treningowy mam dość. Zmęczenie jest duże, tak psychiczne, jak i fizyczne. W tym roku mam zamiar nareszcie zrobić dobre, długie roztrenowanie - brakowało mi tego od dawna.

Warto podsumować tegoroczny sezon startów, bo był on długi, ciekawy i niezmiernie pouczający. Część celów została spełniona, część nie. Charakterystyczną cechą była wyjątkowa rozpiętość startów: pod względem dystansów (podobnie jak w ostatnich latach)  i pod względem czasu trwania (wyjątkowo duża). Startowałem na zawodach na dystansach 400m w sztafecie, 600m, 800m, 1000m, 1500m, 1 mili na ulicy, 3000m, 4km crossu, 6km crossu, 10km na ulicy, 10km na bieżni. Ale to, co wyróżniało ten sezon, to jego długość: zaczęło się startami na hali w lutym, potem przełaje w marcu, ulica w kwietniu i bardzo długi sezon na bieżni. Ostatni start miał miejsce 1 października, nigdy wcześniej nie biegałem na bieżni tak późno.

Zauważyłem po raz kolejny bardzo ciekawą rzecz: organizm nie znosi monotonii. Kiedy w zeszłym roku kończyłem starty treningiem do maratonu i maratonem, byłem kompletnie przytłoczony objętościowym treningiem. Miałem dość jakiegokolwiek długiego biegania. W tym roku postawiłem więc mocno na bieżnię, postanowiłem ścigać się głównie na dystansie 800m. Liczyłem na to, że to jedna z moich ostatnich okazji na dobre wyniki na tym dystansie, bo z wiekiem coraz trudniej utrzymać szybkość i wysoką tolerancję mleczanową. Po sezonie biegania 800m mam jednak dość również tego dystansu. Wszelkie krótkie, intensywne wysiłki mnie odrzucają, a tęsknię - co za ironia! - za objętościowym, luźnym bieganiem.

Moje cele zostały spełnione w tym względzie, że odniosłem parę drobnych sukcesów: przede wszystkim indywidualny medal mistrzostw Polski na hali i drużynowy medal mistrzostw Polski w przełajach. Po 6 latach poprawiłem też życiówkę na 1500m, uzyskując na tym dystansie ponownie 1 klasę sportową. Rozczarowaniem jest na pewno słaby występ podczas letnich mistrzostw Polski oraz brak tak dobrego wyniku na 800m, jak tego oczekiwałem. 800m mnie niestety zawiodło. Okazało się co prawda, że jestem w stanie trzymać niezłą, równą formę przez cały sezon. W lutym pobiegłem na 800m 1:53,3, a 1 października w Białogardzie, czyli kilka dni temu - 1.53,39. W międzyczasie było sporo startów na podobnym poziomie, najszybszym biegiem okazało się 1.52,10, uzyskane w Goeteborgu. Czyli w formie na 1:52-1:53 byłem cały czas.

Oczywiście podobne wyniki nie zawsze warte są tyle samo. Niektóre z nich są mocne - np. moje 1.52,43 z maja w Gdańsku, w samotnym biegu i przy silnym wietrze czy samotne 1.53,56 z Torunia, uzyskane w potężnej wichurze. Te biegi, gdybym wtedy biegł w idealnej pogodzie, w mocnej stawce, mogły być sekundę, dwie szybsze. Czułem się wtedy bardzo mocny. Podobnie w Goeteborgu, gdzie byłem zamknięty i bez możliwości ataku, po tamtym biegu spodziewałem się, że uzyskanie 1:50 to będzie formalność.

Z drugiej strony mamy jednak dwa jesienne starty: 1.52,36  Krakowie oraz te ostatnie 1:53,39 w Białogardzie. One były w bardzo dobrych warunkach i w dobrej obsadzie, gdybym w te dni miał więcej siły, była możliwość pobiegania szybciej. Tu już jednak wyraźnie brakowało mi energii.

Na koniec sezonu przysiadłem więc z kalendarzem i dzienniczkiem treningowym i zacząłem analizować biegi, treningi, zastanawiać się, czego zabrakło, co było dobre, jakie wnioski mogę wyciągnąć z tego na kolejne lata. Pod uwagę muszę też brać sezon Oli, trenowanej przeze mnie od dłuższego czasu. Ona zaczęła sezon z ogromnym impetem, zdobywając medale na hali, bardzo dobrze biegając wiosną na ulicy, potem srebrny medal MP na 10 000m i znowu poprawiona życiówka na tym dystansie. Od sierpnia zaczął się jednak jej dołek. Wpływ miały na to dwa nieudane starty na zmęczeniu po obozie w Szklarskiej Porębie: przede wszystkim 1500m w Sopocie, potem 5000m podczas Mistrzostw Polski. Po tych biegach Ola koniecznie chciała udowodnić sobie, że jest w dobrej formie. Zrobiła kilka imponujących treningów, biegając dużo szybciej od założeń. To jednak okazało się gwoździem do trumny - przyszło straszne zmęczenie, fatalne występy w półmaratonie, potem infekcje, przeziębienie. W związku z tym od początku września oboje w treningu nie robimy praktycznie nic, tylko startujemy. Mnie pozwoliło to zachować ten sam, równy poziom, Ola odbudowała się nieco i myślę, że jest teraz w formie mniej więcej na 34:30 na 10km. Zmęczenie jest jednak duże i odpuszczamy dalsze starty, być może Ola pobiegnie jeszcze coś w najbliższy weekend w swojej okolicy.

Ponieważ u nas obojga jest podobny schemat: dobra pierwsza połowa roku, słaba druga, nasuwa się przypuszczenie, że powód może być ten sam. Po pierwsze, może to być zmęczenie treningiem lub źle zaplanowana periodyzacja, dzięki której szczyt formy przyszedł zbyt wcześnie. Mam jednak ten komfort, że współpracuję z grupka biegaczy i mogę sprawdzić, czy podobny schemat powtarza się u nich, co wskazywałoby na konieczność korekty całego mojego systemu treningowego. Tak jednak nie jest, nie ma takiej reguły, niektórzy z moich zawodników cały czas biją życiówki i są w bardzo dobrej formie. Inni są w słabszej, ale spowodowanej np. problemami zdrowotnymi. Duże zmęczenie jest widoczne u tych, którzy startowali najczęściej, podobnie jak my.

Na pewno widać więc, że i ja, i Ola, mieliśmy bardzo długi sezon. Tak się najwyraźniej nie da, nie da się biegać cały czas na najwyższym poziomie: hala, przełaje, ulica, stadion, znowu ulica. W przyszłym roku trzeba z czegoś zrezygnować. Tu jednak dygresja: w tym roku taki a nie inny tok przygotowań był po części spowodowany tym, że letnie mistrzostwa Polski były bardzo późno. I nie było kiedy odpuścić, bo zaraz po nich były mistrzostwa Polski w półmaratonie. Rok temu w wakacje zrobiliśmy tydzień wolnego i na jesień dzięki temu Ola pobiła jeszcze życiówkę na  3000m na bieżni, wygrała też na luzie półmaraton w Łowiczu. W tym roku to był ciąg. Ja, z natury swej leniwszy, zrobiłem trochę dni wolnych, np. w trakcie podróży. Ola tymczasem przez cały rok miała 1 (słownie: jeden) dzień wolny. Do tego trzeba dodać fakt, że zawodnik rzadko robi precyzyjnie to, co zaplanował trening. Ola ma tendencję do zbyt mocnego biegania, większość jej akcentów była zdecydowanie za szybka w porównaniu do założeń.

Poza analizą startów przemyślałem też przygotowania i myślę, że wiem, co można było zrobić lepiej. Otóż rok temu po maratonie i po sezonie nie odpoczęliśmy dostatecznie i myślę, że to był pierwszy krok ku nadmiernemu zmęczeniu w tym roku. Ja po maratonie miałem 5 dni bez biegania, potem 2 tygodnie luźnego treningu 3-4 razy w tygodniu - w tym czasie jednak startowałem na milę, zrobiłem więc też dwa razy szybsze bodźce. Po tym czasie wróciłem do codziennego biegania. Z Olą było jeszcze gorzej, namówić ją na wolne to jest prawdziwe wyzwanie. Dostała ode mnie 2 tygodnie wolnego, ale w tym czasie biegała co drugi dzień. Cały czas była więc w dobrej dyspozycji i już na początku grudnia biegła bodajże w Bogdance bieg na ulicy, zwyciężając w dobrym czasie i samopoczuciu. Oboje nie mieliśmy więc dobrego roztrenowania, cały czas pobiegiwaliśmy. Podobnie robimy co roku, ale zeszły sezon był czasem, kiedy przetrenowaliśmy morderczą zimę w USA, a zmęczenie z tego treningu dokuczało nam cały rok. Ola zrzuciła to potem z siebie, ale u mnie można powiedzieć, że po tej rzeźni nie doszedłem do siebie do dzisiaj.

Tym razem robimy więc solidne roztrenowanie: 2-3 tygodnie kompletnie bez biegania. Wciąż przypominam sobie, że najlepszy sezon i 4 najlepsze wyniki w biegu na 800m uzyskałem w roku, kiedy pod koniec lata wyjechałem do pracy do Holandii i nie trenowałem w ogóle 1,5 miesiąca. Organizm odpoczął wtedy na tyle, że był w stanie bez problemu znieść bardzo ciężką pracę zimą. To zaś zaowocowało bardzo dobrym sezonem.

Biegacze to taki rodzaj materiału ludzkiego, który niechętnie odpoczywa. Widzę to po sobie i po moich podopiecznych. Namówić kogoś na 2 tygodnie odpoczynku to prawdziwe wyzwanie. Rwę sobie włosy z głowy z rozpaczy, ale sam jestem tylko odrobinę lepszy. Tym razem dam więc dobry przykład. Nie biegam już trzeci dzień i dobrze mi z tym, chociaż przyznam, że nie mogłem się powstrzymać przed robieniem pompek i brzuszków. To moja jedyna okazja na częściową odbudowę bicepsa ; )

Są już pewne przymiarki do przyszłego sezonu, ale dokładniejsze plany pojawią się dopiero po biegowych wakacjach. Na początku sezonu Ola wygrała bon z biura podróży, do końca roku musimy go wykorzystać na jakąś wycieczkę, prawdopodobnie odpoczniemy więc tydzień w cieplejszym klimacie. Już teraz mogę jednak powiedzieć, że na pewno nie skupię się za rok na 800m, tak jak to robiłem teraz. Ten trening jest do pewnego stopnia przyjemny, ale coraz trudniejszy do zniesienia. Warto przy tym wspomnieć o różnicy psychicznej. Otóż każde bieganie na bieżni, a szczególnie w krótszych biegach, to ogromne napięcie. Proszę tylko pomyśleć - biegnie się niemal na maxa, bo 800m to niecałe 2 minuty biegu. Lekkie rozluźnienie może dać pół sekundy straty na każdej prostej i wirażu. Na okrążeniu daje to całe 2 sekundy - przepaść! Jeśli 800m zacznie się o 2 sekundy za wolno, praktycznie pogrzebany jest dobry wynik, szczególnie w samotnym biegu. Ale jeśli zacznie się za szybko - będzie to samo. Jest tu więc duża presja wcelowania w precyzyjne międzyczasy, do tego zaś oczywiście walka ze zmęczeniem, te krótsze biegi są potwornie intensywne, wypalające płuca. Całość daje więc dużą presję przed startem i w trakcie, jest kalkulacja, jak mocno zacząć w różnych warunkach pogodowych. Przy tym cały czas się ciśnie, to jest bardzo mocne bieganie.

Efekt jest taki, że na koniec sezonu jestem kompletnie wyczerpany psychicznie. Tym bardziej, że w poprzednich latach, ucząc się biegów długich, uczyłem się rozluźnienia. Biegnąc na 10km, trzeba umieć się rozluźnić, niemal zapomnieć, że się biegnie. Na 800 i 1500m nie ma mowy o rozluźnieniu w biegu na wynik. I nie zmienia tu niczego fakt, że biegam dla przyjemności. Przyjemność mam bowiem również z wyniku i w poprawę swoich życiówek cały czas celuję. Nie mając dostępu do szybkich biegów, w większości sam atakowałem dobre czasy, co kończy się i zmęczeniem, i często porażką. Tak było np. w Toruniu, gdzie po całym dystansie nadawania tempa i robienia za tarczę osłaniającą przed wiatrem, zostałem wyprzedzony na ostatnich kilku metrach. To jest niezmiernie frustrujące. Dodajmy do tego moje problemy z oskrzelami i tygodnie kaszlu. Dla tych wszystkich powodów nieco odpuszczę ten dystans - nadal będę na nim startował, ale rzadziej i z treningu do nieco dłuższych dystansów. A jakich konkretnie - jeszcze rozważam.

Teraz zaś odpoczynek. Od biegania, ale nie od pisania. Już wkrótce, już naprawdę niedługo otwarcie mojej nowej strony internetowej. A na deser zdjęcie sprzed 1,5 tygodnia z Koszalina, gdzie prowadziłem bieg na 5000m:

środa, 05 października 2011, plathman

Polecane wpisy

  • Koncowka sezonu i potrzeba wolnego

    Na dobre lub nie, sezon startów zbliża się ku końcowi. Albo inaczej: sezon poważnych startów. Teraz czas na duże rozluźnienie i ewentualne eksperymentalne biegi

  • Wakacyjne bieganie

    Zaniedbałem ostatnio pisanie o sprawach treningowych. Nie będę ukrywał, że miało to związek z pewnym spadkiem motywacji treningowej. Mistrzostwa Polski nie były

  • No i prawie po obozie

    Został ostatni dzień obozu, ostatni dzień kaźni, katowania, morderczej pracy... A tak naprawdę od wczoraj nie wyszedłem na trening, bo ciągle leje. Ile zaś możn

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: NAdrezju, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/05 21:38:42
Marcinie, czego możemy się spodziewać na Twojej nowej stronie?:) Odświeżony blog, czy ruszasz z portalem?:)
-
2011/10/06 05:28:32
Portal na pewno nie, za dużo już tego jest. To będzie mocno rozszerzona wersja bloga. Znakomity silnik, z możliwością wstawiania szerokiej treści, grafiki, video. Ode mnie zależy, co z tym zrobię, ale nie planuję działalności typowo dziennikarskiej. To będzie miejsce takie jak do tej pory: moje spojrzenie na bieganie, na trening, trochę interakcji z użytkownikami.

Na pewno jednak łatwiej będzie dotrzeć do konkretnej treści. Ten blog ma już 6 lat, nazbierało się tych wpisów, jest tu trochę wartościowej wiedzy. Ostatnio pisząc tekst sam wyszukiwałem archiwalne wpisy u siebie na blogu. Tę wiedzę chcę wyeksponować w jakiś sensowny sposób. Do tego rzeczy, które było mi bardzo ciężko pokazać, np. zestawy ćwiczeń, moje artykuły.

Na pewno się spodoba ; )
-
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/10/08 00:47:25
"Po sezonie biegania 800m mam jednak dość również tego dystansu. Wszelkie krótkie, intensywne wysiłki mnie odrzucają, a tęsknię - co za ironia! - za objętościowym, luźnym bieganiem."
bardzo trudno mi się z tą tezą w Twoim przypadku utożsamić ;-) w kontekście tego co pisałeś dotychczas
co jest zatem alternatywą ? półtorak, trójka na belkach, piątka czy dycha bo wiem, że maratonu nie kochasz
-
2011/10/08 01:13:45
Po tych 800-tkach maraton wydaje mi się całkiem przyjemny: relaks, biegniesz sobie w spacerowym tempie, podziwiasz krajobrazy. A nie jak na 800m, zasuwasz na maxa z językiem na wierzchu ; )

A serio: wstępny plan jest taki, że moim bazowym treningiem będzie rozkład pod piątkę. Z tego w ramach relaksu raz na jakiś czas pobiegnę coś krótszego i coś dłuższego (tym bardziej, że piątek w Polsce nie ma za wiele). Robiłem tak np. w 2009 i nie dość, że dobrze się czułem, to byłem uniwersalny: biegałem nieźle od 800m do połówki.