Blog > Komentarze do wpisu
Unikaj kłopotów!
Mamy weekend po maratonie w Warszawie i Berlinie, parę współpracujących ze mną osób startowało. W związku z tym i w związku z uzyskiwanymi wynikami przyszło mi parę ciekawych myśli do głowy.

Impulsem do tego były też komentarze do moich planów treningowych, zamieszczonych na maratonachpolskich.pl. Otóż ktoś tam narzekał, że to bez sensu pisać plan na niemal pół roku, nie sposób bowiem przewidzieć, co się wtedy zdarzy. Zgadzam się jak najbardziej. Oczywiście jednak lepiej mieć plan i lekko go modyfikować niż nie mieć w ogóle. W dłuższej perspektywie w treningu nigdy nie uniknie się jednak zdarzeń niespodziewanych, niespodziewanych kłopotów.

Można rzec, że pierwszym nakazem treningowym powinno być "unikaj problemów", czyli przekształcone "po pierwsze: nie szkodzić". Im dłużej uda się unikać problemów zakłócających spokojny trening, tym lepsze efekty, tym wyższa, trwalsza forma. Lepiej więc trenować spokojniej, cierpliwiej, ale bez przerw, kontuzji.

Ów maratoński weekend był czasem, kiedy padł ostatni z moich biegaczy, jedyny, który w tym roku nie miał żadnych problemów. Do tej pory wszystko było modelowo: robił dokładnie to, co przepisywałem, ani mniej, ani więcej, ani wolniej, ani szybciej. Efektem była stabilna, ciągle rosnąca forma i kolejne życiówki. Wydawało się, że maraton będzie kolejnym sukcesem, tymczasem po 15km dopadły go jakieś skurcze żołądkowe i pobiegł wyraźnie wolniej niż zakładałem. Mimo tego, że był to debiut (biegacz ma 40-kilka lat), oceniałem na podstawie treningu, że 3:40 powinno pęknąć, nawet zakładając lekka ścianę. Ale nic z tego, skończyło się na 3:57 w związku z tymi bólami i skurczami żołądkowymi.

Tu dygresja: z tego typu sensacjami spotykam się nie pierwszy raz i nie ma recepty na ich uniknięcie. Wspomniany biegacz wielokrotnie testował te same napoje i żele na treningach oraz krótszych biegach, startując nawet w biegu na 25km. Nigdy nic się nie działo - aż do maratonu, gdzie problemy zaczęły się zaskakująco wcześnie. Podobnie miała Ola rok temu, podobnie mają zawodnicy nawet wysokiej klasy. W weekend rozmawiałem z Piotrem Drwalem, byłym mistrzem Polski w półmaratonie i przełajach, mieszkającym w mojej okolicy. On wspominał, że miał taki sezon, gdy cały czas męczyły go dziwne kolki, w praktycznie każdym starcie, nic nie mógł na to poradzić. Pytam: - i co z tym zrobiłeś, jak się tego pozbyłeś? A on, że nie wie, w pewnym momencie samo zniknęło.

Moja teoria jest taka, że nawet znane i dobrze tolerowane pokarmy mogą zostać odrzucone przez żołądek, gdy zaczyna się pewna przedstartowa presja, stres, podenerwowanie. I nagle to, co wczesniej było lekiem, okazuje się niemal trucizną. Czy jest jakiś sposób na uniknięcie tego? Pewnie nie denerwować się, co jest niemal niewykonalne, szczególnie podczas pierwszych maratonów czy ważnych startów.

Unikać kłopotów - to moja mantra, którą wpajam do głów biegaczom. Z jakim skutkiem? Marnym. Oto lista problemów, które w tym roku dopadały współpracujących ze mną zawodników. W większości pomóc nie potrafili ani lekarze, ani uzdrowiciele, nic.

1. Przeziębienia, grypy, katary - normalna sprawa, nie do uniknięcia. Sęk w tym, że najczęściej dopadają biednego człowieka wtedy, gdy są najmniej spodziewane i najbardziej szkodzą, np. tuż przed startem.

2. Kontuzje: a to jedna noga krótsza od drugiej i kontuzja biodra czy kolana. A to wykręcona kostka lub przeciążone ścięgna stabilizujące ten staw. Przyczyna? Np. zmiana butów lub długi, ciężki bieg. Dalej: bolące rozcięgno, które okazuje się być ostrogą. Kręgosłup nadwyrężony podczas pracy na działce. Mięśnie brzucha naderwane w ten sam sposób. Cysta na achillesie, wymagająca operacji. Bóle stopy, wynikające z nieprawidłowej budowy, leczone wkładkami. Alergie, rozbijające trening latem.

3. Inne problemy zdrowotne: jeden z zawodników złapał ospę. Drugi miał niewytłumaczalne bóle głowy, do dzisiaj nie doszedł, skąd się wzięły. Po kilku miesiącach przeszły, ale przez ten czas trening był kompletnie rozbity. Problemy żołądkowe: od ciężkiego zatrucia, które wyeliminowało jednego z zawodników na tydzień (potem dwa tygodnie dochodził do siebie) aż do pomniejszych problemów w rodzaju tych skurczów podczas maratonu.

4. Ciąża - to akurat może nie problem, ale trening trzeba przerwać. Dwie zawodniczki, które zaczęły ze mną współpracę, musiały przerwać trening z tego powodu. A łącznie współpracowałem tylko z 4 czy 5 kobietami. Może powinienem rozwijać się w tym kierunku? Chińska medycyna uważa, że doprowadzenie organizmu do równowagi rozwiązuje wiele problemów zdrowotnych, w tym bezpłodność ; )

Powtórzę: te wszystkie przypadki losowe to jest to, co spotykało biegaczy współpracujących ze mną, w ciągu ostatniego roku. Jeśli zbierze się to do kupy, widać, że najważniejszym zaleceniem treningowym musi być dla każdego: unikaj kłopotów! W tej chwili nie znam nikogo, kto nie miałby chociaż raz w roku jakiejś wpadki. I to nie tylko domena sportu amatorskiego. Urodzonym pechowcem jest Paula Radciffe, rekordzistka świata w maratonie, która w ciągu kilku ostatnich lat zanotowała takie przypadki:

- złamana szczęka po zderzeniu z rowerzystą
- pogryzienie przez jadowitego pająka
- pogryzienie przez psa (i to w Monaco!)
- kontuzje: stopa, palec u stopy, kręgosłup, miednica
- problemy z tarczycą

Najszybszy biały maratończyk świata, Ryan Hall, zaliczył w ciągu roku przetrenowanie i pasożyta jelitowego. Podobnie jego koleżanka z reprezentacji, Shalane Flanagan.

Prawdę mówi powiedzenie, że kłopoty chodzą po ludziach.

I jeszcze na koniec krótkie uzupełnienie startowe: weekend spędziliśmy z Olą na Pomorzu. Ona wygrała przełajowy bieg w Łętowie, dookoła jeziora. Z niezwykłych przypadków zanotować warto pomylenie trasy - biegnąc za jednym z  mężczyzn, zbiegła z ogromnej górki prosto nad jezioro, a na dole okazało się, że to nie ten zakręt i trzeba wracać pod górkę. Efekt: zrobione 900m więcej, na szczęście rywalki nie były mocne i udało się i tak wygrać z dużą przewagą.

Ja jechałem prosto z Łętowa na start w Koszalinie. Tu znowu pech: ceremonia wręczania nagród tak się przedłużyła, że musiałem pędzić samochodem na łeb i szyję. Na stadion dotarłem 45 minut przed biegiem, wyskoczyłem prosto na rozgrzewkę, na miękkich nogach. Załatwienie wszelkich formalności, potem kilka minut truchtu, parę przebieżek i już start. Efekt nie był powalający: przebiegłem 600m w 1.22,92. Niby życiówka, bo do tej pory biegałem ten dystans tylko raz na hali i to wolniej, ale na treningach co najmniej kilka razy w życiu biegałem sporo szybciej. Najszybszy czas na treningu, sprzed kilku lat, to 1:20,37. A robiąc życiówkę na 800m, po drodze miałem 600m w 1:20,8. W Koszalinie mocno wiało, do tego biegło nas tylko trzech, drugi zawodnik przybiegł 10 sekund za mną. To nie pomagało, musiałem zacząć bardzo mocno, zakładając, że na odcinku od 300 do 500m sporo stracę pod wiatr. Biegłem w tempie na 1:21,00, ale na ostatnich 50m dosłownie odcięło mi zasilanie, ledwo dobiegłem. Ale to nie koniec: 50 minut przerwy i prowadziłem kolegom bieg na 5000m jako zając. Przebiegłem 3800m w tempie ok. 3:10/km. Z 5 startujących dobiegło jednak tylko dwóch ; )

Za tydzień w Białogardzie jest ostatni start w tym roku na bieżni. Prawdopodobnie będę biegał, chyba że spadnie śnieg.



poniedziałek, 26 września 2011, plathman

Polecane wpisy

  • Dwa zagadnienia techniczne

    Dwie sprawy siedzą mi od pewnego czasu na umyśle, a obie mają związek z tym, o czym pisałem ostatnio - o technicznej, mięśniowej, nerwowej stronie treningu bieg

  • System tysiąca temp

    Mimo marnej pogody, czuję, że to będzie dla mnie dobra zima. W tej chwili wielkimi krokami zbliża się odwilż, na ścieżkach i drogach ponownie lód. Jest niebezpi

  • Gawęda o treningu biegowym

    Ponieważ jest jesień, czyli okres biegowo nieco martwy, kiedy forma opada z człowieka jak zwiędłe liście i butwieje powoli, dzisiaj zamiast rzeczowego, dziennik

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/09/26 20:34:44
coś brak komentarzy wyników naszych chłopaków i dziewczyn z Wawy i Berlina
jak mógł Ci umknąć rekord świata w maratonie !!! Ty naprawdę nie kochasz tego dystansu ;-)))
-
2011/09/26 20:58:06
No właśnie wszystkiego nie dam rady skomentować. Rekord jak rekord, można się było spodziewać, że w końcu padnie, ale jaki dobry wynik I. Lewandowskiej - życiówka o chyba 13 minut, szok!
-
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/09/27 06:16:23
ciekawe czy jej PZLA minimum na Londyn zaliczy
-
2011/09/27 11:08:36
Wątpię, zabrakło tych sekund. Bóg wybacza, ale PZLA nie. Z drugiej strony - jej trener jest trenerem kadry, a w takich wypadkach, jak wiadomo, różnie bywa.