Blog > Komentarze do wpisu
Koncowka sezonu i potrzeba wolnego

Na dobre lub nie, sezon startów zbliża się ku końcowi. Albo inaczej: sezon poważnych startów. Teraz czas na duże rozluźnienie i ewentualne eksperymentalne biegi na różnych dystansach.

Dla mnie takim eksperymentem była wczorajsza sobota. Wcześniej, na lidze lekkoatletycznej, zaliczyłem ostatni poważniejszy bieg w tym roku - start na dystansie 800m. Wypadło to dość przeciętnie - ani nie było szału, ani jakiegoś szczególnie słabego występu. Pobiegłem dokładnie na takim poziomie, jaki trzymałem w tym roku cały czas - 1:52,32. Bieg był bardzo dobry, z mocnymi rywalami, na fajnym stadionie i była to świetna okazja na poprawę tegorocznego wyniku, ale zablokowałem się na jednym poziomie i nie mogę pobiec nic szybciej. Tym bardziej, że powoli zaczęło mnie dopadać ogólne zmęczenie i ostatnio czuję się bezsilny cały czas, tak w treningu, jak i na zawodach. Dodatkowo na lidze biegłem jeszcze 2 zmianę sztafety 4x400m, co też wypadło przyzwoicie.

Wczoraj postawiłem na duże eksperymentowanie. Ponieważ względnie blisko odbywały się młodzieżowe mistrzostwa w biegu na 10 000m, postanowiłem przebiec dyszkę na bieżni. Z czystej ciekawości i dla perwersyjnej przyjemności. Jeśli chodzi o przygotowanie, to było zerowe. Od pół roku trenowałem z myślą o biegach średnich, na bardzo niskim kilometrażu, bez żadnych długich bodźców, ani długich rozbiegań, ze sporą ilością dynamicznych, krótkich treningów. Co więcej, ponieważ po lidze dopadło mnie rozprężenie i zmęczenie, zrobiłem prawie cały tydzień wolny, tylko w ostatnich dwóch dniach wychodząc na lekkie rozruchy.

Start skończył się tak, jak podpowiadał rozsądek - zszedłem z bieżni po niecałych 5km. Nie byłem gotowy na to wyzwanie ani pod względem fizycznym, ani psychicznym. Nie byłem nawet specjalnie wykończony w momencie zejścia, po prostu biegło się już ciężko, łydki zaczęły mi mocno dokuczać, a na liczniku widniała bezlitosna liczba jeszcze kilkunastu kółek do końca. To było dla mnie za wiele. Mój plan minimum zakładał pobiegnięcie minimum na przyszłoroczne mistrzostwa Polski seniorów, ale w tym momencie widziałem, że tego nie pobiegnę, nie czułem się na siłach.

Zostały mi prawdopodobnie dwa biegi na bieżni. Za tydzień, jeśli nic się nie zmieni, pobiegnę w Koszalinie, jeszcze nie wiem, na jakim dystansie. Prawdopodobnie potem poprowadzę kolegom ze Słupska bieg na 5km jako zając, po pierwszym krótszym starcie. Potem, na koniec sezonu, jest bieg w Białogardzie. Raczej nie będę atakował już 800m, więc po raz pierwszy w historii ukończę sezon z lepszym relatywnie czasem na 1500m niż 800m.

Aha, nie wspominałem jeszcze o starcie sprzed ligi. W Lublinie startowałem na dystansie 3000m. Wygrałem ten bieg, ale nie ma z niego jeszcze komunikatu, nie wiem więc dokładnie, jaki czas uzyskałem, ale prawdopodobnie 8:36. Tego dnia było gorąco, biegłem na zmiany z dwoma kolegami. Nie czułem się zbyt dobrze, w żołądku koszmarnie przelewała mi się wypita na pobudzenie kawa. Pierwotny plan zakładał, że mocno ruszam ostatni kilometr, ale kiedy ten czas nadszedł, zmieniłem zdanie. Odczekałem do ostatnich 250m. W pewnym momencie kolega z klubu mocno szarpnął i oderwał się, więc na 250m do mety byłem drugi ze stratą ok. 10 metrów. Finisz był jednak bardzo dobry, nie tylko wygrałem, ale na ostatnich 150m nadgoniłem nad słabnącym kolegą 6 sekund.

Podobnie eksperymentalne były ostatnie biegi w wykonaniu Oli. Po nieudanym starcie na 5000m pojawiły się pewne pozasportowe problemy, uniemożliwiające jej skupienie się na treningu. Założyliśmy więc, że biega na luzie, co będzie, to będzie. Mimo wszystko wydawało się, że jest szansa na dobry start w półmaratonie. Ola zrobiła w Zamościu 3 bardzo dobre, długie treningi, na szybkościach trudnych do utrzymania nawet dla mnie. To był jednak gwóźdź do trumny. Cały czas było upalnie, w pewnym momencie Ola przesadziła (wszystkie treningi biegała sporo szybciej od założeń), nałożyło się zmęczenie i odwodnienie. Kryzys przyszedł akurat na start. Półmaraton w Pile był katastrofą, Ola od pierwszego kilometra nie miała siły, nie zeszła tylko dlatego, że nie znała trasy i musiała biec do końca. Po tym kompletnie odpuściliśmy trening, robiąc na zmianę wolne i rozruchy. W Krakowie na lidze pobiegła słabe 3000m - 9.48, dużo wolniej od życiówki, która pobiła rok wcześniej na tym samym stadionie, w tych samych zawodach.

Dzisiaj startowała w półmaratonie w Łowiczu, gdzie wygrywała już dwa razy. Założenie było takie, żeby biec bardzo wolno - w formie biegu ciągłego przygotowującego do ewentualnego startu na jesień w maratonie (bieganym nie na wynik, a na zapoznanie się z dystansem). Niestety, w Łowiczu Olę poniosły ambicje, zaczęła za mocno. Skończyła na drugim miejscu, z czasem trochę lepszym niż w Pile (1:23:09), ale generalnie dla niej bardzo słabym i do tego z nie najlepszym samopoczuciem. Co gorsza, pierwszy raz w życiu od połowy dystansu zaczęły łapać ją koszmarne skurcze w łydkach, które ledwo pozwoliły dobiec do mety. Przy takim samopoczuciu prawdopodobnie zrezygnujemy z maratonu i jakiegokolwiek treningu, ewentualnie Ola wystartuje jeszcze w paru małych biegach na ulicy. Poza tym bieganie ograniczy się do robionych co drugi dzień rozruchów.

To, czego żałuję w tym sezonie, to faktu, że nie zrobiliśmy w połowie chociaż tygodnia wolnego. Taki manewr zastosowałem w zeszłym roku. Oli pozwolił on zrzucić bagaż zmęczenia i w ostatnim starcie na bieżni zrobić życiówkę na 3000m. W tym roku po MP pierwotne założenie zakładało wolne, ale potem zmieniliśmy to, niepotrzebnie. Mimo tych pojedynczych, bardzo dobrych treningów, widać narastające zmęczenie długim sezonem. Oboje startujemy bez przerwy od początku roku: hala, przełaje, ulica, 10 000m, sezon na bieżni, znowu ulica (u Oli). Pierwsze miesiące startów były bardzo dobre, potem coraz słabsze. Człowiek nie jest jednak maszyną. Po zeszłym sezonie nie zrobiliśmy odpowiednio długiej przerwy. W tym roku w listopadzie kompletnie odpuścimy na 3 tygodnie, nie robiąc w tym czasie zupełnie nic. Zastanawiam się od pewnego czasu, czy nie było przypadkiem, że życiówkę na 800m zrobiłem w sezonie, do którego przygotowywałem się po 6-tygodniowej przerwie na wyjazd do pracy do Holandii. Tak długi okres niebiegania pozwolił zregenerować się kompletnie mięśniom. W tym roku tego brakuje, od pewnego czasu czuję cały czas dziwną słabość, taki wewnętrzny brak sił. A ja i tak jestem tu rozsądny, nazbierało mi się trochę dni wolnych. Ola od stycznia nie miała ani jednego dnia wolnego, mimo wszystkich podróży, startów, zajęć (studiuje przecież zaocznie na podyplomówce).

Mimo wszystko trochę szkoda kompletnie odpuszczać już teraz, kiedy jest jeszcze trochę biegania. Dlatego trening będzie bardzo symboliczny, a od czasu do czasu jeszcze jakieś starty bez wielkiego napinania się. Sam chętnie pobiegłym na jakimś nietypowym dystansie na ulicy i bieżni, bez presji wynikowej, po prostu żeby zobaczyć, jak organizm na to reaguje.

P.S. Moja nowa strona cały czas w przygotowaniu. Praca wre. Wielki dzień zbliża się...

niedziela, 18 września 2011, plathman

Polecane wpisy

  • Ładowanie odpoczynkiem

    Już od czasów nazaretańskich wiadomo, że nic nie działa tak ożywczo jak dobry cykl: ukrzyżowanie, śmierć, zmartwychwstanie. Nie inaczej jest w treningu biegowym

  • Koniec sezonu

    Nadszedł październik, a wraz z nim koniec sezonu. Miałem różne plany, zastanawiałem się jeszcze nad startami na ulicy, ale w końcu doszedłem do wniosku, że na t

  • Wakacyjne bieganie

    Zaniedbałem ostatnio pisanie o sprawach treningowych. Nie będę ukrywał, że miało to związek z pewnym spadkiem motywacji treningowej. Mistrzostwa Polski nie były

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.dynamic.gprs.plus.pl
2011/09/23 13:05:47
Marcin, czy zastanawiales sie nad przyczynami slabego sezonu Oli?Nie ma co sie oszukiwac, ale od dwoch lat nie robi wiekszego postepu, wydawolo sie ze bedziecie pieli sie w gore, a tu stagnacja,w tym momencie w Polsce jest sporo dziewczyn ktore biegaja szybciej......
-
2011/09/23 21:35:46
Cały czas się zastanawiam ; ) Ale generalnie przyczyny są mi dobrze znane, tylko to sama Ola musi je usunąć.