Blog > Komentarze do wpisu
Ciekawe biegowe wydarzenia ostatnich miesięcy

Z powodu galopady wydarzeń mój blog w ostatnim czasie utracił nieco swojego publicystycznego zęba. Ograniczyłem się do kronikarskiego zapisu moich i Oli biegowych przygód. Dzisiaj nadrabiam nieco zaległości. Oto kilka ostatnich niezmiernie ciekawych wydarzeń związanych z biegami na różnych dystansach. Wszystkie z moim autorskim komentarzem.

1. Rekord Polski Artura Ostrowskiego na 1500m - 3.34,35

Przyznam, że wydarzenie to kompletnie mnie zaskoczyło, podobnie jak całą biegową Polskę. Poznańska scena biegowa, z której wywodzi się Artur, jest mi dość słabo znana. Rzadko tam startuję, nie znam dobrze trenerów ani zawodników, może poza Michałem Bartoszakiem. Nie jestem więc pewien, czy za sukcesy zawodników z tamtego rejonu bardziej odpowiada tradycyjny wielkopolski kult pracy czy może łagodny jak na Polskę klimat? Fakt faktem, że Ostrowscy robią coś dobrze, skoro Artur pobiegł tak niewiarygodnie szybko, zarówno na 1500m, jak i na 800m (1.44,82).

Moje zaskoczenie trzeba umiejscowić w odpowiednim kontekście. Otóż Artur Ostrowski jeszcze rok temu był biegaczem z niezłymi, ale nie rzucającymi na kolana życiówkami. 800m biegał w czasie 1.47,52, 1500m - w 3.46,57. Co gorsza, nie poprawiał się, miał słaby poprzedni sezon. W gruncie rzeczy był niewiele szybszy ode mnie. Wystarczyło jednak kilka tygodni, a wskoczył na poziom przekraczający wyobraźnię większości polskich biegaczy.

Tu mini nota historyczna. Śledzę polskie 1500m od dawna i widziałem wielu utalentowanych, mocnych zawodników, którzy w ciągu ostatnich 10 lat z trudem łamali barierę 3:40 na tym dystansie. Przykłady: Zbigniew Graczyk, Mirosław Formela, Leszek Zblewski, ostatnio Bartosz Nowicki - z każdym z nich miałem okazję startować, znałem ich trening, ich jako ludzi. Dochodzili do 3:38-3:39, czasami jakimś niewiarygodnym fartem udawało im się prześliznąć na 3:37. Atakowali te czasy latami i nic. A nie byli to byle jacy biegacze - Graczyk piekielnie wydolny, Formela silny jak tur, Zblewski zabójczy na finiszu, Nowicki wszechstronny jak nikt inny. A tu taki Ostrowski ni z tego, ni z owego w ciągu kilku tygodni z poziomu 3:46 zjeżdża na 3:34, w rejony, gdzie żaden Polak nigdy nie postawił nogi. Niewiarygodne. Teraz tylko trzymam kciuki za więcej, bo 3:34 to jeszcze kilka sekund do światowej czołówki. Ale pierwszy krok został zrobiony.

Artur Ostrowski na podium Halowych Mistrzostw Polski. Obok Adam Kszczot i nie kto inny jak ja, z koszmarnym wytrzeszczem po przebiegnięciu 800m i 3000m w ciągu pół godziny

2. Amerykanin Galen Rupp biegnie 26:48,00 na 10 000m

O ile Ostrowski przekroczył granice marzeń Polaków, tak szczupły blondynek z Oregonu, Galen Rupp, zaskoczył cały świat. Nie, może "zaskoczył" to złe słowo. Od dawna widać było bowiem, że ten regularnie rozwijający się chłopak jest w stanie biegać bardzo szybko, nie na darmo firma Nike pompuje w jego przygotowania miliony dolarów. Co innego jednak marzyć, co innego dokonać. Rok temu Chris Solinsky jako pierwszy biały przełamał granicę 27 minut w biegu na 10 000m. Rupp czekał na swoją chwilę dłużej, ale gdy nadeszła, bariera 27 minut została totalnie strzaskana. Wynik 26:48 to kompletna abstrakcja. Wystarczy pomyśleć, że tylko dwóch Polaków w historii pobiegło 5000m szybciej niż Rupp przebiegł drugą połowę biegu na 10 00m. Nigdy biały człowiek nie był tak niewiarygodnie mocny na długim dystansie. Może wynik 2:04 Ryana Halla w maratonie to coś porównywalnego, ale został jednak uzyskany w nieregulaminowych warunkach. Tu mamy piękny bieg, niesamowity wynik, popis możliwości ludzkiego organizmu, nie tylko kenijskiego.

To, co podoba mi się w amerykańskiej metodzie trenera Alberto Salazara oraz w samym Ruppie, to ich cierpliwość i konsekwencja. Jak to stwierdzili w jednym z wywiadów: cały czas interesuje ich tylko to, żeby wykonać kolejny krok w przód. Małysz myślał tylko o dobrym jednym skoku, oni chcą się tylko chociaż trochę poprawić. I tak krok za krokiem przekroczyli czyjąkolwiek wyobraźnię. Wiem zaś, jak jest to w gruncie rzeczy trudne. Próbując zrobić ten dodatkowy kroczek, łatwo zrobić równocześnie dwa kroki do tyłu. Poprawi się szybkość, straci wytrzymałość, poprawi wytrzymałość, spada siła. Wzrośnie siła, spadnie rozluźnienie w biegu - i tak bez końca.

3. Patrick Makau bije rekord świata w maratonie, upadek Haile, powstanie Pauli Radcliffe

Maraton w Berlinie, który odbył się dosłownie kilka dni temu, przyniósł kilka doniosłych wydarzeń. Tak się składa, że mam z tego miejsca relację z pierwszej reki, bo tata biegał, mama kibicowała.

Najpierw rekord świata - w gruncie rzeczy spodziewany. Od dawna widzę bowiem, że przyszłość maratonu leży w rękach, a właściwie nogach nowej generacji biegaczy. Piekielnie szybcy, silni, potrafią biec 10km w 26 minut i w szczycie formy przechodzą do maratonu. Nie czekają jak my, starsze pokolenie, do późnego wieku. Prędzej czy później padną kolejne bariery, w tym mityczne 2 godziny. Na razie mamy poprawę rekordu o średnio pół sekundy na kilometr biegu - pomyślcie, jaka to precyzja! Wystarczy, że gdzieś tam biegacz przez chwilę poczuje się słabo, zawieje wiatr, zaświeci słońce, a te sekundy zaczną uciekać. Rekord świata, każdy rekord, wymaga doskonałych warunków, doskonałej formy, doskonałego dnia. W Berlinie była świetna pogoda, bezwietrzna; ciepło, ale nie gorąco. Makau to wykorzystał i chwała mu za to. Nie wiadomo, czy po tym sukcesie nie stanie się kolejnym z długiego szeregu Kenijczyków, którzy wystrzelali na moment, w krótkiej i błyskotliwej karierze biegli niesamowite wyniki, a potem znikali w niepamięci.

Tym bardziej należy doceniać wysiłek przedstawicieli starszej generacji. Dwoje rekordzistów świata, Paula Radcliffe i Haile Gebresellasie biegło w jednym biegu. Nie wiadomo, czy coś takiego jeszcze się kiedyś powtórzy. Oboje skończyli nieco inaczej. Haile - na tarczy. Może się wydawać, że ten spryciarz umiejętnie robi wokół siebie szum marketingowy - niby biegnie na rekord, a potem a to jakaś kolka, a to kolano, jak rok wcześniej. Szum jest, rekordu nie ma. Docenić należy jednak żywotność tego małego skubańca. Tyle lat na topie, nie wiadomo, ile lat ma naprawdę, a wciąż się trzyma, w końcu po drodze trzasnął 1:01 w półmaratonie. I chociaż ten szum medialny trochę mnie drażni, chociaż wydaje się, że wiek dopada Haile, organizm nie daje rady, to jednak za tę wytrwałość kibicuję mu z całej siły i mam nadzieję, że gdzieś, jakoś, kiedyś, da jeszcze rade pobiec niewiarygodnie szybko.

Podobnie Paula Radcliffe - ona podniosła się po przygnębiającej serii kontuzji, przerw, chorób i nieszczęść. Wydawało się, że już jest po niej. W ostatnich latach jeśli coś się o niej czytało, to tylko o kolejnej kontuzji. Tutaj się pozbierała i pobiegła bardzo szybko, chociaż dużo wolniej od swojego rekordu świata. Po międzyczasach widać, że tym razem ściana maratońska jej nie oszczędziła, cierpieć musiała niemiłosiernie - ale dotrwała i za rok walczy o swój pierwszy medal olimpijski, w wieku blisko 40 lat!

Paula Radcliffe w Berlinie

4. Bardzo dobry bieg w Berlinie Iwony Lewandowskiej - 2:30:38

W Polsce rynek biegowy rozwija się w takim kierunku, że jest dużo bełkotania o rzeczach kompletnie nieistotnych, mało ważnych biegach, sponsorowanych przez duże firmy, butach, pierdołach, marketingowej papce. Mało zaś docenienia ciężkiej pracy i dobrego wyniku, nawet jeśli nie daje on miejsca w pierwszej dziesiątce czy pięćdziesiątce na świecie. Czas to nadrobić.

Iwona Lewandowska podczas maratonu w Berlinie przeszła sama siebie. Krótki rys sytuacyjny: jeszcze rok temu odpadła z walki o medale podczas mistrzostw Polski na 10 000m. Pobiegła wtedy 35 minut z kawałkiem. W półmaratonie 1:16. Ale ma wsparcie dobrego sponsora, firmy komputerowej Action i dużą chęć do pracy. Ostatnie kilkanaście miesięcy spędziła więc głównie na obozach treningowych, w Polsce, za granicą, gdzie się tylko dało. Zasuwała tam jak wół w kieracie. I to wynik - zeszłoroczny czas z mistrzostw Polski pobiegła niemal po drodze w maratonie. Zeszłoroczną życiówkę z półmaratonu pobiła po drodze o prawie dwie minuty! W ciągu roku zrobiła niewiarygodny progres. W drugim maratonie w życiu poprawiła swój czas o prawie 12 minut - nie wiem, czy w Polsce była kiedykolwiek taka dziewczyna.

Moja Ola orientuje się w różnych forach internetowych i wygłaszanych półgębkiem opiniach, powiedziała mi więc, że po tym biegu słyszy się głównie sarkanie, że taka Lewandowska zbyt łatwo zrobiła doktorat, że jak to możliwe, że ten doktorat robi i siedzi cały czas na obozach. Ludzie, litości! Nawet jeśli zrobiła to dzięki huśtaniu się na gałęzi, nawet jeśli komuś nie podoba się kolor jej paznokci, to pobiegła świetny wynik, ma w tym roku sezon marzenie - takie rzeczy trzeba doceniać. Ja w życiu nie podejrzewałbym rok temu, że ona jest zdolna pobiec 2:30 w maratonie.Śledziłem międzyczasy w Berlinie i nie moglem uwierzyć, że ona idzie tak mocno. Ile trzeba wiary, psychicznej siły, żeby trenować jak szaleniec, a potem w maratonie wystrzelić jak z procy i po drodze pobić zeszłoroczną życiówkę w połówce o 2 minuty? Poza formą fizyczną to jest psychika ze stali. To powinien nie być powód do jęczenia, a inspiracja dla innych zawodniczek. Jak dla mnie  - wielkie brawo!

Znam przy tym dość dobrze metody pracy trenera Iwony i wiem, że nie ma tu żadnej magii. To jest monotonia do kwadratu: jeden schemat, ułożony z 50 lat temu lub więcej, powtarzany tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Trener nadzoruje i decyduje, czy w danym dniu zrobić trochę więcej czy trochę mniej, trochę szybciej czy trochę wolniej. Mnie ten rodzaj treningu wykańcza, nie miałbym psychicznej siły trenować w ten sposób. Ale jak widać, takie proste metody potrafią być zabójczo skuteczne. Tym bardziej, gdy mamy do czynienia z maratonem - tu można świrować, kombinować, ale w końcu i tak trzeba swoje przebiegać. Więc brawa dla niej i dla trenera, efekt jest znakomity.

Jest jeszcze parę spraw, o których chętnie bym napisał, ale to już w kolejnych notkach. Podsumuję też własny sezon, wyciągnę kilka wniosków - może to się komuś przyda. Na razie jutro czeka mnie jeszcze jeden bieg - w Białogardzie.

piątek, 30 września 2011, plathman

Polecane wpisy

  • Nowa strona

    Tym, którzy wciąż trafiają do mojego bloga tutaj, przypominam o nowej stronie. Aktualizacje bloga robione są zwykle co najmniej raz w tygodniu.

  • Nowe wpisy

    Blog jest w nowym miejscu, ale działa. Tu link do ostatniej notki: link do ostatniej notki.

  • Nowy blog!

    Po wielu miesiącach prób i testów uroczyście otwieram wersję testową mojej nowej strony internetowej. Tak dobrego, bogatego bloga nie ma nikt - ani prezydent, a

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
art.krolowasniegu
2011/09/30 15:19:29
Ciekawy blog. I jego tematyka w jakimś sensie mi bliska, bo - chwalę się! - mam Męża-maratończyka (od niedzieli) :) Miał problemy, o których piszesz w poprzedniej notce, pewnie stres i inny teren niż na co dzień, więc organizm reaguje na złość człowiekowi i jego ambicji. Ale doczołgał się do mety ;)
-
2011/09/30 20:26:55
W takim razie mąż wpadł z kretesem, a z nim cała rodzina ; ) Nie ma chyba wyjścia - trzeba biegać wspólnie...
-
Gość: ciekawski, *.play-internet.pl
2011/10/09 20:12:49
Głośno ostatnio w sprawie podkręcenia minimum na IO w maratonie przez PZLA. Co sądzisz na temat ich wielkości?
-
2011/10/10 01:42:26
O minimach jest głośno przed każdymi Igrzyskami. Zwykle byłem w tej dyskusji po stronie zawodników, ale akurat w maratonie, po ostatnich występach naszych reprezentantów na Mistrzostwach Europy, nie sądzę żeby ktokolwiek z nich zasługiwał na taryfę ulgową. Tym bardziej, że poprzednie wyjazdy kończyły się podobną katastrofą. Jedyny udany występ na większej imprezie, jaki sobie przypominam, to bieg Doroty Grucy w Helsinkach, sporo lat temu.

Większość pozostałych wyjazdów to dość żenujące popisy, po których kibicom pozostawało uczucie niesmaku, a sami biegacze, po opłaceniu im przygotowań przez państwo, dobrze startowali dopiero w komercyjnych biegach ulicznych.
-
Gość: ciekawski, *.play-internet.pl
2011/10/11 10:33:52
Chyba drobna różnica zdań?
mariuszgizynski.pl/index.php/2011/10/biegnij-warszawo/#comments
-
2011/10/11 23:52:27
Wiadomo, że bliższa ciału koszula ; ) Mariusz akurat w ostatnich ME pobiegł dobrze, do niego nie można mieć pretensji. W pewnym sensie cierpi za grzechy innych, bo gdyby nie wielokrotne fatalne biegi Polaków na dużych imprezach, to minimum pewnie byłoby niższe.

Nie jestem przekonany, czy 2:12 da miejsce w pierwszej 10-tce w Londynie. To będzie wreszcie szybka trasa i przyjazny klimat. Może się okazać, że to będzie bardzo mocny bieg. Większość poprzednich imprez odbywała się w bardzo trudnych warunkach klimatycznych, stąd słabsze wyniki. To jednak dotyczyło wszystkich, Polacy na poprzednich Igrzyskach biegli po 10 minut wolniej od życiówek.

A wszystko rozbija się niestety o to, że rzeczywiście 2:12 to wynik niewiele w tej chwili znaczący na świecie, będący poza pierwszą 500-tką na rocznych listach. Z jednej strony Kenijczycy wyśrubowali poziom, z drugiej u nas on mocno spadł. 20 lat temu Jan Huruk biegał regularnie 2:10, w tej chwili nikt nie umie tego powtórzyć. O przyczynach można dyskutować bardzo długo.
-
2011/10/11 23:57:15
Dodam jeszcze, dlaczego minimum IAAF jest zwykle niskie: otóż w ramach mistrzostw świata odbywa się też Puchar Świata, czyli drużynowe mistrzostwa świata w maratonie. Chodzi więc o to, żeby całe drużyny z różnych krajów mogły się zakwalifikować.