Blog > Komentarze do wpisu
Nowy sezon, nowe wyzwania

Dzisiejszy dzień to dla mnie oficjalne rozpoczęcie przygotowań do kolejnego sezonu. Oficjalne - nie znaczy, że faktyczne. Ta data to pochodna moich biegowych początków. Kiedy startowałem tylko na dystansie 800m, sezon kończył się pod koniec września, październik był czasem odpoczynku i powolnego powrotu do treningu, a od listopada formalnie zaczynałem przygotowania. Teraz to się zmieniło, bo dwa poprzednie lata startowałem bez odpoczynku aż do połowy listopada - i dopiero wtedy robiłem przerwę. Można jednak powiedzieć, że mój rok księgowy to nadal listopad-listopad. Z ostatnim dniem października kończę numerację treningów w dzienniczku wedle starego porządku, zaczynam nowy rok, nowe rubryczki. To czas podsumowań i dalszych planów.

W tym roku po maratonie zrobiłem najpierw 5 dni zupełnego odpoczynku. W ogóle nie ciągnęło mnie do biegania. W sobotę wyszedłem na króciutki rozruch, połączony z czteroma luźnymi przebieżkami. Niedziela znowu wolna, a poniedziałek, czyli dziś, to pierwszy w miarę normalny trening. Było 5km, gimnastyka, 10x100m luźno - i 5km do domu. Kolejne 2-3 tygodnie to będzie jeszcze okres odpoczynku/wprowadzenia - treningi nieregularne, krótkie i łagodne. 11 listopada chcę pobiec milę w Słupsku lub Goleniowie, jeszcze nie wiem gdzie.

Podsumowanie tego sezonu wypada dla mnie marnie - to bez wątpienia mój najgorszy rok w całej "karierze". Fatalne wyniki na wszystkich dystansach, z kronikarskiego obowiązku zamieszczam je tutaj, wedle porządku - dystans, czas, miejsce:

stadion:

400m - sztafeta, zmiana w ok. 50 sekund

800m - 1:52,62 (5m); 1:53,06 (5m), 1:53,07 (1m)

1500m - 3:50,98 (1m), 3:50,83 (1m), 4:00,97 (1m) [ha, dopiero teraz widzę, że jestem w tym roku niepokonany na 1500m!]

3000m - 8:18,99 (8m), 8:31,50 (5m)

5000m - nie ukończyłem biegu

10 000m - nie ukończyłem biegu

ulica:

mila - dwa starty, czasy nieznane, 1 miejsce i 9 miejsce.

10km - 34:13 (18m)

półmaraton - 1:17:06 (daleko), 1:14:36 (6m)

maraton - 2:39:59 (daleko)

 

Czasy można częściowo tłumaczyć, np. ulewa pod koniec biegu na 10km,  trenigowe starty w połówce, marna pogoda na maraton, ale generalnie było to wszystko słabe. Tu prawdziwa ciekawostka - najsłabsze czasy mam w biegach długich, im dłużej, tym gorzej. Jest to o tyle zaskakujące, że w tym roku zrobiłem trening, który był wycelowany właśnie w te dystanse długie. Mam na ten temat sporo przemyśleń, sporo analiz i na pewno będę nimi bombardował czytelników przez cały rok. Można je w skrócie sprowadzić do tego, że po pierwsze, większy talent mam do biegów krótszych, a po drugie - rodzaj treningu, który wykonywałem w tym roku, kompletnie mi nie leży. Teraz już to wiem, potwierdziłem, zgadza się to z wieloma moimi przemyśleniami.

Trening był oparty o moje słabe strony: siłę, wytrzymałość, długie biegi ciągłe, długie rozbiegania. Celem była eliminacja tych słabości. Okazało się to komletną pomyłką. Najwyraźniej trening, jaki do mnie dociera, musi być oparty o moje mocne argumenty, czyli bardziej bazować na szybkości, rozluźnieniu w czasie biegu, dobrej technice i dynamice. Brzmi nieco zaskakująco w kontekście treningu pod dłuższe dystanse, ale tego typu praca pozwoliła mi się mocno poprawić na wszystkich dystansach długich w ostatnich dwóch latach. Dwa lata progresu, teraz rok regresu, cóż, tak bywa. Najważniejsze, że wnioski są wyciągnięte, a moje wyniki w tym roku to cenna lekcja. Jak pisze Daniels: każdy trening to eksperyment. Na sobie pozwalam sobie na dużo śmielsze eksperymenta niż w treningu kogoś innego.

Najbliższe miesiące będą całkowitym odwrotem od eksperymentu, który zacząłem rok temu po dość udanych mistrzostwach Polski. Od tamtego czasu jest tylko gorzej. Zmienią się nie elementy treningu, które w dużej mierze bedą te same, ale ogólny "wydźwięk", charakter wykonywanej pracy, na co innego będzie położony nacisk.

Podliczenia tego roku dały zaskakujące wyniki. Otóż wyjazd do USA, który miał mi pozwolić wykonać dużo większą pracę, w skali rocznej spowodował... ilościowy i jakościowy spadek. Im ciężej trenowałem zimą (3 kolejne miesiące to 3 kolejne rekordy objętości), tym bardziej musiałem odpoczywać latem. W ostatecznym rozrachunku zrobiłem w tym roku mniej prawie wszystkiego. Oczywiście w grę wchodzi błąd księgowy - w zeszłym roku nie miałem żadnych przerw, a w tym wpadł mi do rozliczeń odpoczynek po zeszłym sezonie (koniec listopada), i  tygodniowa przerwa w wakacje, i odpoczynek po maratonie i tym sezonie. Tym niemniej - rodzaj pracy, jaki robiłem przez ponad rok, nie zdał egzaminu. Nie chodzi tylko o czasy, bo gdyby była nadzieja na poprawę, mógłbym poczekać na efekty. Chodzi też o samopoczucie - a te było w tym roku fatalne od początku do końca.

Kolejna poza treningiem sprawa - za duże kombinacje związane z dietą. Uległem presji mody - nastawiłem się na zdrowszą dietę, minimalną ilość słodyczy, większą ilość zieleniny, ryb, ograniczenie podaży soli - tymczasem to u mnie nie działa. Podstawowa sprawa - najwyraźniej mam ogromny przerób kalorii, który przy takiej umiarkowanej diecie jest trudny do zaspokojenia. Dopiero, gdy wróciłem do diety polegającym na pochłanianiu ogromnych ilości wszystkiego, zacząłem odzyskiwać energię. Na obozie w Ustrzykach jadłem ogromne ilości słodyczy, oprócz normalnej diety. Nic nie przytyłem, wręcz zacząłem chudnąć, a jak policzyłem, normą było dla mnie spożywanie 6000-8000 tysięcy kcal dziennie! To się dziwnie składa z tym, że podczas najlepszych lat biegania 800m potrafiłem rąbać przez kilka miesięcy dzień w dzień 2-3 czekolady dziennie. Pamiętam takie noce, kiedy nie mogłem zasnąć i zjadałem np. kilogram ciastek!

Nie jestem przeciwnikiem zdrowej diety, wręcz przeciwnie. Niestety, na mnie to nie działa. Oczywiście, z pewnym przymrużeniem oka, bo tak czy inaczej odżywiam się nieźle - nie jem praktycznie żadnych chipsów, nie piję kolorowych napojów, tylko zieloną i miętową herbatę, bardzo mała ilość alkoholu, niezbyt wiele czerwonego mięsa... Jem za to np. sporo ryżu, soczewiczy (uwielbiam!), drobiu, piję dużo mleka, jem masę jogurtów. Od czasu do czasu tylko lubię zaszaleć i wrąbać paczkę chipsów, zapijając Colą, którą też bardzo lubię (ale piijam rzadko).

Wygląda po prostu na to, że muszę łupać potężne ilości kalorii, żeby normalnie egzystować. Owszem, czasami robię kontrolowane głodówki, np. gdy mniej biegam, albo gdy dopadnę interesującą książkę i nie mam czasu wstać, by zjeść - ale to rzadkość. Moja normalna egzystencja to ciągłe podsycanie wewnętrznego płomienia potężnymi ilościami paliwa. Może jest to związane z tym, że dużo myślę, np o tym, co napisać na blogu. Jak wiadomo, myślenie to bardzo absorbująca czynność. Może powinienem zacząć medytować, oszczędzając mózg.

Wygląda na to, że różne moje tegoroczne problemy, np. z sodem, to był wynik przekombinowanej diety, odejścia od staropolskiego napychania się wszystkim w dużych ilościach.

W każdym razie - zmieniam trening, zmieniam dietę. Warto też spojrzeć na pozytywy tego roku - ani jednego przeziębienia od października 2009, odbudowa mięśniowa i siłowa, no i jednak wykonana potężna praca, łącznie z przebiegniętym maratonem. Prędzej czy później to zaprocentuje, mam tylko nadzieję, że raczej prędzej niż później ; )

Na razie luźniutki trening, odzyskanie radości z biegania, a potem ponownie atakujemy tych cholernych Kenijczyków i Etiopczyków.

 

poniedziałek, 01 listopada 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Kilka słów o maratonie

    Przetrwałem przygotowania do maratonu, chyba można już tak powiedzieć. Wczoraj wieczorem po 13 godzinach jazdy dotarłem do Słupska, dzień wcześniej po 4 godzina

  • Trening maratoński

    Szybki raport dla ciekawskich z treningu do maratonu w wykonaniu teamu MO czyli Marcin i Ola. Lekko nie jest. Zaadoptowaliśmy się do Ustrzyk, przetrwaliśmy ochł

  • Bieganie w Ustrzykach Dolnych

    Nasz obóz treningowy trwa, ale muszę przyznać, że wyjazd do Utrzyk pod względem biegowym jest mocno nieudany. Oczekiwania mieliśmy dużo większe niż to, co zasta

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: card, *.tp.unicity.pl
2010/11/02 00:30:17
Nie wiem Marcin jak planujesz rozwój swojej kariery sportowej(jestem poszątkujący w tej dyscyplinie), ale jeśli coś Ci mogę radzić to pisz, pisz chłopie i jeszcze raz pisz..... oczywiście o bieganiu.
-
2010/11/02 11:00:47
Dzięki ; ) Bieganie najlepiej mi wychodzi w sferze pisanej ; )
-
Gość: bartek, 217.116.98.*
2010/11/02 15:46:27
Papier ma to do siebie, że wszystko przyjmuje :-)
Swoją drogą to dziwię się trochę, że przy niezłym potencjale biegania 800m a zwłaszcza 1500m chciało Ci się bawić w mozolne przygotowania i tupanie maratonu. Chyba, że jesteś z tych niewiernych, którzy muszą dotknąć, żeby uwierzyć.

Napisz coś o postępach Twoich zawodników, bo patrząc na Twoje wyniki z tego sezonu można w amerykańskie Marcinowe metody zwątpić ;)
-
2010/11/02 22:58:20
No najśmieszniejsze jest to, że u zawodników wszystko działa, tylko mnie nie bierze ; ) U biegaczy amatorów startujących w zawodach w tym roku chyba 100% albo życiówek, albo najlepszych wyników od wielu lat. Nie na każdym dystansie, rzecz jasna, ale chyba każdy trzasnął jakąś życiówkę, gdy tak patrzę na ich wyniki. Trenuję jednak spore grono takich osób, które nie startują w zawodach, a zależy im na urozmaiconym treningu i widocznej dla nich poprawie kondycji.

Inna sprawa, że biegacze amatorzy trenują na dużo bardziej konserwatywnym planie treningowym. W tym sensie, że u nich nie bawię się w ryzykowne eksperymenty. Potencjał poprawy jest jednak zupełnie inny. U siebie w pewnym momencie dochodzę do ściany i jest pytanie - co zrobić, aby biegać szybciej - zwiększyć mocno objętość, czy może intensywność, czy wszystko na raz, a może nic?

Do takiej ściany doszedłem na dystansie 800m - aby móc poprawić wyniki, potrzebowałbym bardzo mocnych biegów z bardzo mocnymi rywalami. Ale w Polsce nie miałem na takie biegi szansy - jest ich tylko kilka i takich elementów niepoprawnych jak ja się do nich nie dopuszcza.
-
runblog.pl
2010/11/08 16:07:55
nie masz nic przeciwko wrzuceniu linku do Twojej notatki na facebook.com/bieganie? ;)
-
2010/11/09 18:24:16
Nie, nie mam, chociaż czy musisz wrzucać linka do tej akurat notki, w której przyznaje, że jestem słaby? ; ) Na dniach pojawi się bardzo pozytywna notka ; )