Blog > Komentarze do wpisu
Mroźna zima

Minął kolejny tydzień. Wszystko toczy się starym rytmem - a to gdzieś wojna, a to krach na giełdzie, a to Andrzejki. W życiu biegowym jest trudniej z tego względu, że spadł śnieg i chwycił mróz, co nigdy nie jest zbyt przyjemnym doświadczeniem. Biegam jednak zawzięcie i zażarcie, nie straszny mi Kim Dzong "Ill" ani inne dalekowschodnie trolle.

Mój sposób na tegoroczną zimę jest prosty. Przede wszystkim założyłem, że nie walczę z pogodą. Z nią nie wygrał ani Bonaparte, ani Hitler, więc moje szanse nie wyglądają zbyt dobrze. Dlatego postanowiłem się dostosować. Zeszły tydzień był tego doskonałym przykładem. We wtorek, środę i czwartek bez przerwy lało, non stop. Normalnie bym pomstował i biegał, moknąc i marznąc. Ani bym nie zrobił dobrego treningu, ani nie miał z tego wielkiej satysfakcji. Wybrałem więc odpoczynek. I na tym polega moje dostosowanie. Nie da się biegać szybko? Biegam wolno. Nie da się biec daleko? Biegam blisko i krótko. Nie da się biegać w ogóle? To nie biegam.

Można powiedzieć, że trenuję zgodnie z rytmem natury. Mam ogólne założenia, dotyczące rodzaju treningu, jaki w danym okresie powinienem wykonać oraz konkretnych bodźców. Jeśli trafi się okazja, to je realizuję. Cały czas jednak mam przed oczami cel - w jakim stanie chciałbym skończyć zimę? W jakim stanie chciałbym się widzieć na początku marca? Otóż najlepiej, żebym był szybki, silny, wytrzymały i sprawny - i w tym kierunku działam, biorąc pod uwagę to, co działa na mnie najlepiej. Porzuciłem wszelkie myśli o tym, że mam zrobić dokładnie to i to, w takiej a takiej ilości. To prowadzi tyko do wściekłości, gdy się nie uda. Dlatego robię to, co mogę i ani kawałka więcej. Skupiam się na powolnym progresie, intensywnej regeneracji oraz unikaniu wszelkich chorób i nieszczęść, które działają dołująco na formę.

W minionym tygodniu dałem radę zrobić jeden dłuższy trening, 16km rozbiegania, w śniegu i błocie. Rwałem jak dziki mustang, ale w tych warunkach na pomiarze kontrolnym miałem tylko ok. 4:30/km. Tydzień wcześniej, jeszcze w dobrych warunkach, zanotowałem 4:01/km. Dorzuciłem do tego jeden krótki interwał, 30x200m, który wykonałem na lekkiej górce, również w śniegu i błocie, ale nienajgorszym. Tempo: 40-35 sekund, przerwa 30 sekund, lubię takie zabawy.

Zacząłem też chodzić na salę 2 razy w tygodniu. Tam mam okazję pobiegać, porobić szybsze, krótsze przebieżki, do tego poćwiczyć przy użyciu piłki lekarskiej i płotków. Gram też w kosza, ćwicząc zawzięcie priopercepcję i inne trudne słowa. Chodzi o podstawową zwinność, sprawność, giętkość, oslizłość. W zeszły czwartek np. w pełnym biegu zderzyłem się z o połowę niższym ode mnie chłopcem, w wieku lat gdzieś na oko dwunastu. On biegł do piłki z jednej strony, ja z drugiej, a obaj wzrok mieliśmy skierowany w górę. Moje rozpędzone 70kg zderzyło się z jego rozpędzonymi 30kg i powinno go zmiażdżyć, tak by było logicznie i sprawiedliwie. Niestety, chłopak odbił się ode mnie, okręcił w locie, przeturlal kilka razy po podłodze i zdążył już wstać w momencie, gdy ja dopiero gruchnąłem o ziemię, bezładnie jak przeciążony Tupolew. Wyszły bokiem moje braki w systemach kontroli ścieżki podejścia, zachwiana równowaga i brak synchronizacji rozmaitych procesów stabilizacyjnych. Pracuję nad tym usilnie, ogryzając połamane paznokcie i rozcierając sine biodro.

Znalazłem też nową trasę, która do pewnego stopnia pozwala uniezależnić mi się od dotychczasowego terenu. Pisałem o tym wielokrotnie: słaba strona mojego miejsca zamieszkania to koniecznośc biegania po polach, a nie po lesie. Przeszkadza tam wiatr, śnieg, a co gorsza - mięsiste błoto, mielone codziennie przez PSL-owskich, PGR-owskich traktorzystów. Piąta kolumna Pawlaka Waldemara, podesłana w celu rozjeżdżenia moich ścieżek, nie osiągnie jednak w tym roku celu, czyli powstrzymania mnie od osiągnięcia letalnej dla rywali formy. Dziś po raz pierwszy biegałem w nowym miejscu - kawałku asfaltowej drogi koło nowego cmentarza.

Ruch jest tam mały, szczególnie zimą, nawierzchnia zaś równa i odśnieżona, bo na miejsce dojeżdża  podmiejski autobus. Towarzystwo jest ciche, nikt mi nie przeszkadza, ani ja nikomu. Są jednak dwie wady: po pierwsze, długość całości, z zakrętami, to jedynie ok. 700m, więc dostanę kręćka, biegając tam codziennie, w tym dwugodzinne treningi.  Po drugie, teren jest odsłonięty, więc wiatr nokautuje, dzisiaj znowu czułem się jak Jack London na Alasce. Miałem na sobie połowę asortymentu małego sklepu odzieżowego, z nagiego ciała wystawały na zewnątrz tylko czujne oczy, a i tak było zimno. Ciężko przebić się przez ten sztorm i kłęby zawiewanego, rozpędzonego do 70km/h śniegu; z powrotem zaś niosło mnie siedmiometrowymi podskokami. Ale to i tak niebo a ziemia w porównaniu do tych przeklętych pól. Jestem więc dobrej mysli.

Dobre wieści nie przestają nadchodzić ze strony moich zawodników. Tym razem pazur znowu pokazała Ola, wygrywając bieg na 12km w Bogdance, znanej z kopalni. Wykręciła czas o 3 minuty szybszy niż jej poprzednia próba, również, o ile dobrze pamiętam, zwycięska. Ola czuje się dobrze i otrząsnęła się po rozczarowującym maratonie.

Na deser zdjęcie zimy, przypomina mi to Zielony Mur przy Brandywinie, na granicy Bucklandu:

poniedziałek, 29 listopada 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Ładowanie odpoczynkiem

    Już od czasów nazaretańskich wiadomo, że nic nie działa tak ożywczo jak dobry cykl: ukrzyżowanie, śmierć, zmartwychwstanie. Nie inaczej jest w treningu biegowym

  • Koniec sezonu

    Nadszedł październik, a wraz z nim koniec sezonu. Miałem różne plany, zastanawiałem się jeszcze nad startami na ulicy, ale w końcu doszedłem do wniosku, że na t

  • Koncowka sezonu i potrzeba wolnego

    Na dobre lub nie, sezon startów zbliża się ku końcowi. Albo inaczej: sezon poważnych startów. Teraz czas na duże rozluźnienie i ewentualne eksperymentalne biegi

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: bartez, *.pmrcorporate.com
2010/11/29 14:54:18
Obstawiam, ze za kilka dni na drodze koło cmentarza pojawią się bezpańskie psy ;)
-
Gość: K@rol, *.222.252.190.spray.net.pl
2010/11/29 17:40:09
Ha, ha, ha. Widać, że pisanie idzie Ci lepiej niż bieganie. Oby tak nie zostało. Notka pierwsza liga.
-
Gość: Damian Wnuk, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/11/29 20:21:52
A ja obstawiam,że za kilka dni stare babcie będą Cię przeganiać z tej drogi;) nie narażaj się im,one potrafią być groźne:D
pozdrowienia dla Ciebie i Oli!
-
Gość: GregNH, 62.121.129.*
2010/11/30 09:25:53
Fajny wpis, dobrze się to czyta. Gratuluję wytrwałości, ja w takich warunkach najpewniej uznałbym, że jest to pogoda typu "nie da się", a Ty jednak wychodzisz na trening. Życzę zdrowia, niech się Kim D. Ill trzyma od Ciebie z daleka ;-)
-
Gość: Damian Wnuk, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/11/30 11:38:37
Oświeć mnie i wytłumacz po co robiłeś ostatnio trening pt. 30*200m? Nie za wcześnie na takie cuda?;)
Ja robiłem 10*200m po 36sek i ledwo zipałem na ostatnim odcinku:D
-
2010/11/30 14:32:53
Dzisiaj ponownie zajrzałem na drogę koło cmentarza i nie było źle. Niestety, wiało nadal. Gdybym jedna rezygnował z biegania z tego powodu, że mocno wieje, musiałbym opuścić 80% treningów od początku listopada do końca kwietnia. To taki urok bliskości morza.

Damian - 30x200m to tlenowy interwał, będący dla mnie podstawowym treningiem wytrzymałości tlenowej - z użyciem wyższej prędkości, dzięki czemu nie tracę (albo minimalizuję straty) wytrzymałości "mięśniowej".

Swoją drogą, jeśli masz problem z przebiegnięciem 200m w 36 sekund, to według mnie nie jest dobrze. O tej porze roku można być słabszym w treningach specyficznej wytrzymałości, można być trochę wolniejszym na treningach tlenowych i mieszanych, ale według mnie - należy zachowywać podstawową szybkość. Dla mnie to oznacza, że 26 sekund na 200m powinienem być w stanie pobiec o każdej porze roku (zakładając dobre warunki, gdybym trafił teraz na suchą bieżnię i dobrą temperaturę, bo po śniegu tak nie biegam). W szczycie sezonu ta prędkość powinna osiągać 24-23 sekundy.

Zauważ, że nawet prosty trening zimowy, polegający na bieganiu rozbiegań i przebieżek, to właśnie trening ogólnej tlenowej wytrzymałości i podstawowej szybkości. Kończąc zimę, powinieneś być wytrzymały, silny i szybki - a na tej bazie budujesz wytrzymałość specjalną, jak to się mówi po polsku.
-
Gość: Damian Wnuk, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/11/30 16:27:40
Ostatni odcinek na tym treningu miałem w 32sek,reszta po 36.Biegałem to gdy było już trochę śniegu i wiatr też życia nie ułatwiał.
Więc nie wiem ile mógłbym polecieć gdybym ten trening robił na bieżni.Nawet się nad tym nie zastanawiałem bo po co sobie głowę takimi rzeczami zakrzątać;) mistrz świata i tak ze mnie nie będzie:D
-
2010/11/30 21:16:47
No, to jest inna sprawa. Pytanie, czy warto tak przyspieszać końcówki treningów teraz w zimie? To jest pytanie bardzo ciekawe dla mnie, więc głośno pomyślę:

Najpierw krótka analiza dwóch rodzajów treningu, na przykładzie własnym (z tego względu, że dysponuję dokładnymi danymi). Po pierwsze, mój trening, typu 30x200m. Jak wspomniałem, ten trening jest dla mnie podstawowym treningiem tlenowym. Jeśli poprosiłbyś o definicję "podstawowego treningu tlenowego", to powiedziałbym, że jest to wysiłek trwający 30-60 minut, po którym poziom kwasu mlekowego nie przekracza ok. 4mmol.

Mieści się w tym świetnie zwykłe rozbieganie oraz dość łagodny ciągły (pod względem wytrzymałościowym to są praktycznie takie same treningi), a te 30x200m to jest kombinacją, pozwalająca uzyskać taki sam lub lepszy efekt wytrzymałościowy (czas trwania się zgadza, kwas się zgadza), a równocześnie dużo lepszy efekt mięśniowo-nerwowy. To za długi temat, żeby o nim tu dyskutować, jeśli chcesz, poczytaj o treningu Zatopka - on nie biegał w ogóle rozbiegań, ciągłych, siły, nic, tylko codziennie tlenowy interwał - i biegał 10km poniżej 29 minut na żużlu i bez zająców.

Dla ilustracji: mój kwas po treningu w wysokich górach, 30x200m, tempo 41-38s, przerwa 20 sekund, wyniósł 4,2 mmol, więc to się mniej więcej zgadza (biegam i tak na samopoczucie). Dla ciekawości mogę dodać, że u Oli to było dużo więcej, bodajże 8 z kawałkiem, więc u niej tlenowy interwał musi być inny (np. krótszy bieg, dłuższa przerwa), gorzej znosi tego typu wysiłki, to inny organizm.

Teraz drugi rodzaj treningu, też w górach, ale trochę wyżej: 20x200m, przerwa 200m trucht, tempo 41-38s, ale ostatnia depnięta w 30s. Kwas - 10,7mmol! To było co prawda 3 lata wcześniej, ale w tym czasie biegałem też inne 20x200m, przerwa 200m trucht (ok. 1:05), tempo 41-38, bez przyspieszenia, kwas: 2,7 mmol. Czyli widać wyraźnie, że łupnięcie jednego mocnego odcinka na koniec kompletnie zmienia kwasowy skutek treningu. Przy okazji dłuższa przerwa ułatwia takie depnięcie. To się zgadza z innymi moimi pomiarami, bo np. po mocnym treningu 5x200m potrafiłem wycisnąć 16mmol. Generalnie - każdy szybki odcinek to duży skok kwasu.

Pytanie - czy warto? To temat na długą dyskusję, ale uważam, że o tej porze roku nie warto. Można powiedzieć, że moje 30x200m na krótkiej przerwie to podbudowa tlenowa, a twoje 10x200m z ostatnim bieganym mocno to typowy interwał beztlenowy, czy też odcinki, repetitions, jak to zwał, tak zwał. Niby trening na tych samych odcinkach, a zupełnie inne skutki.

Ja unikam zakwaszenia jak tylko mogę. Pamiętaj, że wyrzut kwasu do krwi powoduje odpowiedź hormonalną, enzymatyczną i nerwową, na tym etapie, według mnie - niekorzystną. Inaczej jest w sezonie, kiedy w grę wchodzi trenowanie tolerancji na kwas, związaną z buforowaniem bodajże jonów wodorowych. Wtedy treningi kwasowe są konieczne, ale adaptacja jest błyskawiczna.

W tych samych górach, po kilku bardzo mocnych bodźcach, biegłem 15x200m, przerwa 200 trucht, w kolcach, tempo 32-30s, ostatnia 28 - i kwas tylko 7,8mmol. Co wytrenowałem? Znowu można wiele na ten temat dyskutować, ale na pewno jest to związane z procesami beztlenowymi.

Dodam, że kiedyś tego nie rozumiałem i potrafiłem kompletnie rozłożyć własny, dobrze zaplanowany trening tym, że ostatni odcinek leciałem bardzo mocno. To podbija kwas, jest reakcja organizmu i zamiast trenować tlenowo, wyostrzasz się beztlenowo.
-
Gość: , *.adsl.inetia.pl
2010/12/25 21:33:36
Twój blog to kopalnia ciekawych przemyśleń biegowych, ale błagam jak mogłeś ten lichy żywopłot skojarzyć z murem granicznym Shire'u?
-
2010/12/26 00:29:31
Czy ja wiem? Wyobrażam to sobie jako część muru po stronie hobbickiej. Jest gęsty i zbity, jak w opisie u Tolkiena, nie widać też jego wysokości ani szerokości. Nie wiadomo też, jaki żywopłot jest dla Hobbitów wysokim, skoro mają oni 1,5 metra wzrostu w porywach.

Tylko takie zimy u Hobbitów były rzadkością, zdarzyło się jednak przecież, że białe wilki przeszły po zamarzniętej Brandywinie. Jakies tam skojarzenie więc jest ; )