Blog > Komentarze do wpisu
Przed maratonem

Rzeczywiście, jak wypomniano w komentarzach, zamilkłem przed maratonem. Ale czas na ostatni wpis, testament  ; )

W wielu źródłach znajduje się informacje o tym, że odpuszczenie przed maratonem to czas nędzy i rozpaczy. Tak też było u mnie. Kiedy wróciłem z obozu w Ustrzykach do Słupska, z początku widać było niesamowity wzrost formy, przez pierwsze dwa dni mnie roznosiło. Potem było coraz gorzej. Im więcej odpuszczałem, tym czułem się marniej. Moje ostatnie mocniejsze treningi przed maratonem, wchodzące w skład wyostrzania, to najpierw 10x1km, w tempie ok. 3:20, z przerwą 2 minuty trucht. To było 10 dni przed startem i na tym treningu byłem podmęczony mięśniowo. Mimo wszystko jednak dość niski poziom kwasu, prędkości bez wrażenia. Oczywiście, gdy byłem w szczytowej formie i trenowałem pod krótsze dystanse, biegałem dużo szybciej, np. 10x1km po 3:10, z przerwą 1'. Był to więc dla mnie trening szybszy niz tempo startowe, ale niespecjalnie ciężki. Właściwie ciężki był tylko pod względem mięśniowym.

7 dni przed maratonem biegłem 10km biegu ciągłego, docelowo miało być w tempie ok. 3:35-3:30/km, było 3:36/km + przebieżki. Oba treningi w nieprzyjemnej pogodzie, na pierwszym deszcz i wiatr, podczas drugiego tylko wiatr, słonecznie. Poza tym bardzo dużo odpuszczam. Poniedziałek - wolne. Wtorek: 5km + gimnastyka + 5km. Środa - to samo. Czwartek (dzisiaj)- 3km BC1 + 3km w tempie 3:30/km. Jutro 6km luźno, pojutrze wolne. Poprzednia sobota - też wolne. Jest to naprawdę duże odpuszczenie, jak widzicie.

Ale samopoczucie cały czas kiepskie. Od obozu czuję dziwne drapanie w gardle. Niby nic mi nie jest, ale cały czas coś odczuwam, co jest strasznie denerwujące. Nogi zmęczone. Ogólny brak chęci. Trening do maratonu kompletnie zniechęcił mnie do biegania ; ) Jak widać, nie leży mi tego typu trenowanie, oparte na biegach ciągłych i na pewno wyciągnę z tego wnioski na przyszły sezon. Na razie chcę sprawdzić, co z tym maratonem. Z plusów: można powiedzieć, że odpuszczenie dodaje mi energii we wszystkich dziedzinach życia poza bieganiem. Chociaż też nie do końca, wieczorami jestem kompletnie wykończony. No i dzisiejszy trening w pewnym sensie był pozytywny - te 3:30/km nie stanowiło żadnego problemu, a pogoda była podła. Kto wie, może na starcie poczuję się lepiej.

Jak wspominałem, sprawdzam nowe buty. Co ciekawe, po pierwszych treningach poczułem zakwasy w łydkach, mimo że te buty mają łydki odciążyć ; ) Wiele osób przyznało mi jednak rację, gdy zrezygnowałem ze startówek. Buty wcześniej mocno poprawiłem.  Planowałem na ten temat dłuższy elaborat, na razie nie mam energii. Usunąłem z nich usztywnienie zapiętka oraz mostek pod podeszwą. Stały się teraz wygodne jak kapcie, mięciutkie. Ale, co ciekawe, po biegu ciągłym w niedzielę do dzisiaj czuję lekki ból prawego rozcięgna. Jak boli rozcięgno, to u mnie najczęściej wiąże się to z bólem zewnętrznej części łydki - i tak jest. Kijek jest więc w ostrym użyciu od kilku dni. Tutaj galeria na Facebooku z moich operacji na butach.

Prawde mówiąc normalnie nie zwracam uwagi na swoje samopoczucie w dniach przed startem. Jak wiadomo, liczy się to, co jest w dniu biegu. Cżęsto zdarzało mi się tak, że czułem się fatalnie, a w dniu startu moc nadchodziła. To często wręcz oznaka prawidłowego treningu. Tym razem mam dziwne wrażenie, że marne samopoczucie to logiczna kontynuacja marnego sezonu. Oj, bedą zmiany w treningu, będą. Trenowałem w tym roku wbrew swojej naturze, tak jak nie lubię - i wyszło mi to bokiem.

Z wieści pozytywnych - przyszły sezon zapowiada się lepiej już od startu. Nie będzie tych przeklętych, wielogodzinnych podróży przed ważnymi biegami, które w tym roku złamały me ciało i mego ducha. Mistrzostwa Polski w przełajach są w... Zamościu! Tam musimy więc z Olą wystartować, to jak występ przed własną publicznością. MP na 10 000m - w Lidzbarku Warmińskim, 250km ode mnie. Letnie MP - w Bydgoszczy. I to jest normalne, a nie wyjazdy do Sosnowca, Bielska Białej czy Krakowa.

Jak więc widać, moje nastawienie maratońskie nie jest powalająco pozytywne. Mój zwykle radosny nastrój blogowy tym razem mąci krztyna narzekania. Ale podchodzę do tego na spokojnie - zrobiłem to, co mogłem, jadę do Dębna, zaczynam bieg w luźnym tempie, potem walczę z samym sobą - i co będzie, to będzie. Potem odpoczynek - nareszcie!

 

czwartek, 21 października 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Nowa strona

    Tym, którzy wciąż trafiają do mojego bloga tutaj, przypominam o nowej stronie. Aktualizacje bloga robione są zwykle co najmniej raz w tygodniu.

  • Nowe wpisy

    Blog jest w nowym miejscu, ale działa. Tu link do ostatniej notki: link do ostatniej notki.

  • Nowy blog!

    Po wielu miesiącach prób i testów uroczyście otwieram wersję testową mojej nowej strony internetowej. Tak dobrego, bogatego bloga nie ma nikt - ani prezydent, a

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/10/21 21:43:47
ojej, znowu sama marność, marnie to się czyta
głowa do góry, nogi do przodu i dębnowskie lasy będą twoje, może właśnie na start będzie ogień
-
Gość: Bleez, *.hcm.com.pl
2010/10/22 09:05:13
Powodzenia życzę :)
-
Gość: runnerka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/10/22 09:13:42
Marnie - to jest forma psychologicznego usprawiedliwiania sie,asekuracji.Jak wyjdzie zle,to dlatego ze samopoczucie było marne na treningach,jak dobrze to dobrze.
2:20 padnie? Jesli tak to zblizysz sie do podium:)
-
Gość: bartek, 212.160.172.*
2010/10/22 10:39:26
Na początku myślałem, że ten numer z odkrajaniem pięty to jakiś kiepski joke, ale widzę, żeś się Pan mocno wkręcił w szewcowanie. Chętnie po czytam o efetach tych zabiegów :)
-
2010/10/22 11:47:29
Może to i jakieś psychologiczne usprawiedliwianie się, ale z drugiej strony, gdy czuję się dobrze, piszę o tym. Dzisiaj już wyraźniej odczuwam efekt odpuszczenia, wstaje rano pełny energii, ale pytanie, czy tak samo będzie w biegu? Na pewno nie myślę o 2:20, mając życiówkę w półmaratonie na poziomie 1:09. Jeśli pęknie 2:30, to już byłoby super.

Co do butów - efekty są cały czas. W podobny sposób kroiłem wcześniej np. Nike Victory, które potem służyły mi bardzo dobrze. Po wyjęciu usztywnienia z pięty buty robią się bardzo wygodne. Ja od 3 lat albo kupuję buty bez tego usztywnienia, albo je wyjmuję. Co do mostka w podeszwie - kupuje buty, które nie maja tego elementu lub maja go w zaniku. Chodzi o to, żeby but pomiędzy piętą a śródstopiem był giętki, zginał sie bez problemu.

Co ciekawe - zawsze lubiłem mocne usztywnienie w kolcach do średnich dystansów. Może dlatego, że tam się biegnie mocno z palców.

-
Gość: gasper, *.adsl.inetia.pl
2010/10/22 12:42:56
normalnie rywali rozwalisz psychicznie ;) w pociętych butach, związany sznurem aż żal będzie wyprzedzić ;)
-
2010/10/22 13:04:09
Haha, Gasper, do tego wszystkiego trzeba jeszcze dodać opaskę na głowę zrobioną z nogawki starych getrów biegowych i dość poszarpaną koszulkę.
-
Gość: rosomak, 153.19.24.*
2010/10/22 15:20:27
Trzymam za Was kciuki. :)
A Ciebie obstawiłem u buka na czas między 2:30 a 2:25, więc się sprężaj, qrde, bo windykatora naślę :)))
-
Gość: K@rol, *.222.252.190.spray.net.pl
2010/10/22 16:04:16
Pokaż Pan na co Cię stać. Powodzenia.
-
Gość: Grejfrut, *.adsl.inetia.pl
2010/10/22 16:05:16
Powodzenia :) Jak sądzę bez względu na to czy złamiesz 2,30 czy też nie, skwitujesz to po biegu marudnym wpisem. Mimo to życzę jak najmniej motywów do tego Twojego konsekwentnego stylu dziennikarskiego ;)
A co do butów to mam pytańko. Jak ze stabilnością buta po takiej operacji ?? Mam do wycięcia zapiętek w przyciasnawych trailówkach, z tym że obawiam się jakiegoś uciekania pięty lub kostki na boki - przecież jednak po coś ta wkładka tam jednak jest. Skoro to niepierwszy but w którym decydujesz się na taki lifting to masz już doświadczenie. Wygoda wygodą, ale bezpieczeństwo przede wszystkim ;)
Pozdro
-
2010/10/22 20:00:25
Rosomak - teoretycznie tyle wychodzi z wszelkich przeliczników i taki wynik byłby dla mnie super. Tylko jednak tendencja jest taka, że im dłuższy dystans, tym biegnę słabiej. Fizycznie i technicznie cały czas jestem średniodystansowcem i zmiana tego jest trudniejsza niż się spodziewałem. Do tego to samopoczucie i marny sezon. Ale cały czas liczę na to, że zacznę na 2:20-2:31, a w drugiej połowie przyspieszę : ) Jeśli druga połówkę uda mi się pokonać szybciej niż pierwszą, będę ogromnie zadowolony.

Tyko jeszcze jedno - prognozy zapowiadają silny wiatr, a Dębno jest znane z długich, odsłoniętych prostych. To może być ważny czynnik.

Grejfrut - absolutnie nie zauważyłem żadnych zmian w stabilizacji stopy. Odczuwalna jest tylko miękkość buta, robią się wręcz niewiarygodnie miękkie i wygodne, jak domowe kapcie. Łatwiej też lądować na śródstopiu. Negatywnych zmian nigdy nie odczułem, raczej to, że wtedy buty dopiero są przyjazne dla nogi. Po cholerę jest ten element z tyłu? Nie wiem. Podobno ma chronić ścięgno achillesa. Ale przed czym?

Na powiększenie buta to świetny sposób, zyskasz 0,5 - 1cm i buty z bardzo ciasnych robią się idealne.

Karol - pan będzie walczył ; )

Prawdę mówiąc im bliżej startu, tym bardziej mam na niego ochotę. Już nawet nie myślę o czasie, ale o tym, że jest coś magicznego w pokonaniu tego dystansu. Nawet jeśli napotkam ścianę, spróbuję chociaż dotruchtać do końca.
-
Gość: gasper, *.adsl.inetia.pl
2010/10/22 22:20:57
jeszcze jedna uwaga do pociętych butów - co rozumiecie pod pojęciem stabilizacja ? przy odpowiednim lądowaniu wszelkie stabilizacje, amortyzacje, systemy, bajery, patenty są tak potrzebne w butach jak śnieg w maju
-
artur.kujawinski
2010/10/22 23:35:33
Jeśli celujesz w 2:20-2:30 to spory rozrzut....czyli to się nie uda.... w maratonie różnica 5 minut to już duża różnica....ale jak mówią ponad 60% debiutantów przeszacowuje swój czas...

Nagor miał być spokój a tu krojenie butów, podpalanie się itp ;) Ale to uroki debiutu ;)

Ps. nie wszystkie komentarze przechodzą przez bramę? ;)
-
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/10/23 01:15:46
a nie mówiłem, że to magiczny dystans a Gesper fuka na mnie jak stara kotka ;]



-
2010/10/23 09:43:20
Arti, to literówka :) Chodzi mi o to, żeby zacząć najlepiej w tempie na 2:30-2:31, co oznacza 2 sekundy różnicy na kilometrze. Na połówce mam wstępny zamiar na 1:14:30-1:15:30, zależnie od samopoczucia, pogody, wiatru itd. Jeśli będę się czuł cienko, to w ogóle nie patrzę na czas, tylko biegnę bardzo wolno.

To planowanie jest o tyle trudne, e na zawodach tempo 3:35/km wydaje mi się zwykle spacerem, a na treningu - to już poważna prędkość. Tak jakoś dziwnie mam, na treningu nie mogę się zmobilizować. Gdybym miał sądzić po samopoczuciu na treningu, to nie ma szans nawet na tempo na 3:40/km. Ale na szczęście zawody rządzą się swoimi prawami.

komentarze przechodzą, ale wszystkie oczekują na moją akceptację. To pochodna ery automatów spamujących na blogu, a teraz jest dla mnie bardzo wygodne, bo nie przeoczę żadnego komentarza. Wszystkie wyświetlają mi się jako oczekujące do akceptacji. Jest to też sposób na dyskretną wiadomość dla mnie od kogoś, kto nie ma mojego e-maila. Może mi wysłać komentarz z dodaniem, że nie jest on do publikacji.

Generalnie: pełna cenzura na blogu ; ) Chociaż jeszcze nie zdarzyło mi się chyba zatrzymać żadnego komentarza. Ale mam w pamięci śmietnik, jaki się zrobił na blogu
Kuby Jelonka przy okazji Igrzysk Olimpijskich, nie wiem, czy ktoś z Was to widział.
-
Gość: Bennet, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/10/23 12:45:05
Nie pozostaje mi nic innego jak życzyć powodzenia! 2:30 w debiucie to czas nie do pogardzenia. ;)

Co do pasji szewskiej te nie wpadłbym na to żeby tak rozebeszyć buty. Co prawda usuwanie zapiętków już widziałem, ale żeby masakrować podeszwę? Hmm... Co by nie było spróbuję tego patentu na jakichś starszych butach (mam jakieś przymałe trailówki, może dzięki temu się z nimi przeproszę). ;)

Pozdrawiam,
Bennet
-
Gość: Janusz, *.ssp.dialog.net.pl
2010/10/23 22:30:36
Powodzenia Marcin !

Wytrawni maratończycy z okolic 2:30 twierdzą, że dobrze jest biegać z kobietami, bo trzymają równe tempo, tylko czy w Dębnie któraś z lasek porwie się na 2:30 to chyba wątpię.

Bardzo podoba mi się motto kolegi dubblera, pamiętaj o tym:
Jak już nie dajesz rady, czujesz, że masz już dość, najwyższy czas aby przyśpieszyć
-
artur.kujawinski
2010/10/24 00:20:44
A to jak literówka to spoko ;) Rozpoczęcie w okolicach 2:30-2:35 uważam za rozsądne. Na zawodach o dziwo faktycznie tempo które na treningu wydaje się szybkie na zawodach jest prawie spacerem....to szczyt formy w końcu ;)

Trzymam kciuki !!! Szkoda,że nie mogę być w Dębnie i kibicować....ehhhhh przybiłbym piatkę na mecie Tobie i Oli !!!

Trzymajcie się ! Pozdro!
-
2010/10/24 08:57:18
Dzięki Janusz, na pewno się przyda ; )

Arti, optymistycznie zakładasz, że na mecie miałbym siłę unieść rękę do przybicia piątki ; )

Jest 8:55, niestety mocno wieje. Jest pochmurno, ale nie pada. Raczej ponura pogoda. Gardło wciąż lekko "chrypie". Odżywki oddane, teraz leżymy i się relaksujemy.
-
artur.kujawinski
2010/10/24 18:43:32
Gratki.... to co warto pochwalić to,że biegłeś ostrożnie chyba,że gorszy dzień bo nie widziałem a to ważne by widzieć jak się czułeś. Uważam,że czas na półmetku dobry, z rezerwą i w zasadzie do końca powinno być spoko. Zwolniłeś więc pewnie nogi odczuły najdłuższy dystans jaki do tej pory na zawodach biegłeś. Jakie odczucia? Psychologicznie jest 2:39:xx ;)

Ola złapała kontuzję ? bo na 30 kilometrze już jej nie ma.

To pierwszy maraton zatem pierwsza lekcja. Prawda ,że maraton to inna dyscyplina ? Za to magia jest ,którą mam nadzieję poczułeś.

Jeśli miałeś myśli typu....co ja tutaj robię i to nie dla mnie to nie martw się....prawie wszyscy to mają ale po prysznicu , masażu i 2-3 dniach to przechodzi :)

GRATKI !