Blog > Komentarze do wpisu
Kilka słów o maratonie

Przetrwałem przygotowania do maratonu, chyba można już tak powiedzieć. Wczoraj wieczorem po 13 godzinach jazdy dotarłem do Słupska, dzień wcześniej po 4 godzinach byliśmy w Zamościu. Obóz w Ustrzykach przeszedł do historii. Pogoda w ostatecznym rozrachunku nam dopisała, trening udało się zrobić, dostosowując go do warunków miejscowych. Teraz mam 2 tygodnie odpoczynku i nie mam zamiaru tego zmarnować.

Otóż odpoczynek to słowo kluczowe w treningu. Pisałem o tym niejeden raz. Wielu biegaczy o tym zapomina, a ja sam w tym roku, po eksperymentach z bieganiem na zmęczeniu, tym bardziej doceniam rolę słodkiego obijania się w treningu. Komuś może wydawać się, że 2 tygodnie to dużo, że jeszcze można to tu, to tam, wcisnąć jakiś mocny bodziec. Otóż lepiej przez ten czas nie robić kompletnie nic, niż zrobić za dużo. I jeszcze jedna ważna sprawa - udało mi się uniknąć przemęczenia, które objawia się chorobą. To największe niebezpieczeństwo treningu jesienią i częsty błąd. Jeśli trenuje się zbyt mocno, łatwo dopada człowieka infekcja, w rezultacie cała forma ulatuje w siną dal. Był taki moment, wczoraj w Zamościu, że poczułem nieprzyjemne drapanie w gardle i już myślałem, że sam przeholowałem. Na szczęście był to fałszywy alarm. To, z czego jestem bardzo zadowolony, to fakt, że w tym roku miałem może różne problemy, ale ani jednego ze zdrowiem. Nie złapałem nawet najmniejszego kataru od października 2009 (kiedy oczywiście przeholowałem, zbyt mocny trening zbyt wcześnie po starcie). Co z tego, że się pobiega mocno, skoro skończy się to w łóżku, z gorączką, na antybiotykach czy innym świństwie? Trening najlepszy jest wtedy, kiedy pozwala na ciągłość. Lepiej zrobić mniej, ale bez wielkich przerw. Prędzej czy później przyniesie to duży wzrost formy.

Przyznam, że nareszcie wróciłem też do normalnej dyspozycji treningowej. Na pewno pomaga w tym pogoda, jest chłodno, sucho, powietrze wreszcie wolne od alergenów - pod tym względem to najlepszy czas w roku. Biegam normalnie, nie ma już sytuacji takich jak latem, że zaczynam biec i muszę się zatrzymać po kilku kilometrach, bo po prostu nie mam siły. Właściwie to żałuję, że nie jest to początek sezonu. Dopiero teraz zaczynam czuć charakterystyczną moc, ogólną kondycję, pozwalającą na wykonanie dobrego treningu i machnięcie dobrych startów na dystansach od 800m do 5km. Trochę późno, ale jak to mówię często - dobrze wykonana praca treningowa nie ginie, organizm przyjmuje zmiany, zaprocentuje to jak nie teraz, to w kolejnym sezonie.

Niestety, moją dyspozycję ma sprawdzić dla mnie najokrutniejszy z dystansów - maraton. Ze wszystkich stron mnie i Olę atakują opisy i statystyki maratońskiej "ściany". Co gorsza, oboje zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy typowymi kandydatami do ścięcia - wysokoenergetyczni szybkobiegacze wychodzący z biegów średnich. Ani techniki do maratonu, ani energetyki. Ale cóż, staram się mieć do tego zdrowe podejście, to znaczy: nie myśleć o tym za bardzo. Trening wykonany, strategia zaplanowana, czyli to, co było w naszych rękach, zrobione. Teraz relaks, odpuszczanie w treningu, a co ma być, to będzie. Wielu znajomych odradza mi start, wiedząc o tym, że jestem typem zawodnika sprawdzającym się na zupełnie innych dystansach. Sęk w tym, że ja po prostu chcę się sprawdzić na 42195m. Bardzo mnie ciekawi, jak to jest, i nic nie jest w stanie tej ciekawości zatrzymać. Nawet gdybym miał proroczą wiedzę, że po 35km będę musiał się czołgać do mety, to i tak chcę to poczuć na własnej skórze. Chodzi przecież o wyzwanie, challenge, a nie zbyt naukowe podejście do sprawy.

Jak wiadomo, maraton jest wyzwaniem głównie na dwóch płaszczyznach: energetycznej i mięśniowej. Energetycznie chodzi o to, żeby spalać ekonomicznie dostępne w mięśniach paliwo, tak, żeby wystarczyło do mety. Pod tym względem bardziej boję się o Olę - pomiary tętna i kwasu u niej pokazują, że ona jest wysokoenergetyczna. Ale z drugiej strony, te pomiary tyle razy okazały się nic nie warte, że również za wiele o nich nie myślimy. W sumie chodzi przecież nie o to, jaki ma się poziom kwasu mlekowego, ale o to, jak szybko będzie się na mecie ; ) Ola czasami w treningu miała jakieś kosmiczne poziomy i kwasu, i tętna, a gdy przychodziły zawody, wszystko było OK.

Druga sprawa - mechanika ruchu. Tutaj Ola jest mocna, a ja słabiutki. Chodzi o wytrzymałość siłową, odporność mięśni na zmęczenie, powtarzające się wstrząsy, mikrourazy. Należy to oddzielić od zwykłej siły. Otóż ja jestem w stanie generować bardzo dużą moc na krótkich dystansach, ale powtarzające się uszkodzenia kompletnie mnie rozbijają. To była zawsze moja słabsza strona (np. duża objętość, nawet łagodnego, treningu, sprawia mi zawsze problemy), do tego mój styl biegu jest typowo stadionowy - sprężysty, dynamiczny, skaczący. Na ulicy się to nie sprawdza. Stąd duża zmiana - na ten start rezygnuję z zupełnie minimalistycznych butów. Odkładam startówki w kąt, a zakładam buty startowo-treningowe, cięższe, ale bardziej miękkie.

Sprawa butów gnębiła mnie od kilku tygodni. Do tej pory, z racji bieganych dystansów, traktowałem buty bardzo ulgowo - mają być, to wszystko. Lubiłem lekkie, szybkie, nieamortyzowane modele, bez różnicowania na kolor, markę, rodzaj. Do maratonu zdecydowałem się zmienić to podejście. Zauważyłem mianowicie, że na asfalcie kompletnie padłem mięśniowo we wszystkich startach półmaratońskich, z wyjątkiem pierwszego. Co zaś było w tym pierwszym ważnego? Otóż biegłem właśnie w butach treningowo startowych.

Wbrew pozorom nie chodzi tu nawet o samą amortyzację. Jestem zwolennikiem biegania naturalnego, w cienkich butach, im więcej mam pod podeszwą, tym czuję się gorzej. Jednak typ buta ma wpływ na styl oraz szybkość biegu. Buty typowo startowe nasilają moje złe skłonności stadionowe, wyrywam do przodu, biegnę bardzo dynamicznie, za szybko, szybko się męczę. Tu warto zauważyć zaś, że zmęczenie mięśni ma ogromny wpływ na "silnik" - spalanie tlenu, tak zwane progi metaboliczne, rodzaj spalanego paliwa - wszystko to się mocno zmienia na niekorzyść, kiedy biegacz jest zmęczony. Nieco inny typ buta ma to zniwelować, chcę biec bardziej ekonomicznie, z mniejszymi uszkodzeniami mięśni, nie odbijać tak mocno stóp. Wygląda więc na to, że pobiegnę w butach Mizuno Precision, poleconych mi przez fachowca w tej materii, Tomka Michałowskiego z Decathlonu. Czy się sprawdzą, zobaczymy. Jedyne, co zrobię, to usunę z nich zapiętek - jest zbyt twardy, a do tego największy dostępny rozmiar jest dla mnie taki akurat, dopasowany, co na maraton może być niebezpieczne. Usunięcie zapiętka dodaje w środku dodatkowe pół centymetra. Chodzi o usunięcie usztywnienia ze środka zapiętka: rozcięcie go, wyjęcie usztywniającej płytki (drażniącej ścięgno achillesa) i zaszycie z powrotem.

Na razie nie zrobiłem w nowych butach ani treningu i to jest zła wiadomość. Ale mam 2 tygodnie na sprawdzenie ich.

Ola dostała właśnie nowa parę Kalenji Inspid, butów, które bardzo lubi, i które używa na co dzień w treningu. Dla mnie była to okazja do zrobienia zdjęć porównawczych. Niestety, nie miałem dobrego aparatu, do tego musialem pstrykać z lampą, więc na razie z tych zdjęć niewiele wyszło. Prezentuję efekt poniżej. Po lewej na pierwszym przód podeszwy starego Inspida, w którym Ola rąbnęła gdzieś 1500-2000km, w tym cały obóz w Ustrzykach po kamieniach. Po prawej nowy bucik. To jest właśnie ten typ treningowo-startowy, podobnie jak moje Mizuno. Jedyne, co z w nich mi nie pasuje, to usztywnienie pięty, ja na miejscu Oli bym je wyjął, ale ona nie chce:

poniedziałek, 11 października 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Nowy sezon, nowe wyzwania

    Dzisiejszy dzień to dla mnie oficjalne rozpoczęcie przygotowań do kolejnego sezonu. Oficjalne - nie znaczy, że faktyczne. Ta data to pochodna moich biegowych po

  • Bieganie w Ustrzykach Dolnych

    Nasz obóz treningowy trwa, ale muszę przyznać, że wyjazd do Utrzyk pod względem biegowym jest mocno nieudany. Oczekiwania mieliśmy dużo większe niż to, co zasta

  • Start półmaraton/maraton

    Nadszedł czas na ostateczne decyzje w sprawie tegorocznych startów. W związku z tym mogę napisać nieco szerzej o tym, jaki jest plan. Otóż i ja, i Ola, planujem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/10/12 00:52:08
no tak, mój autorytet został wystawiony na nie lada próbę, jak Ola pobiegnie dobrze w co wierzę to będzie zasługa Trenera, jak Ty marnie to będzie wina butów, które Ci poleciłem ;-)
ale poważnie to "pszczółki Oli wyglądają ładnie, to nie są Najki z Jamajki
teraz meritum: wydaje mi się, że energetycznie nie powinniście mieć problemów, no może na końcówce, raczej Ty niż Ola, duże zagrożenie widzę mięśniowo, jak jesteś jako tako wytrenowany to energetycznie przy odpowiednim odżywianiu do 35km dociągniesz ale jak mięśniowo nie jesteś gotowy na walkę to może być mocna ściana na koniec, ja sądzę, że zrobiliście mądry trening ale to Wasz 1 maraton więc trzeba być czujnym, MARATON to jednak seria długich, długich przygotowań szczególnie dla takich chartów jak Wy specjalistów w biegach do 10km, Ola może zrobić ten maraton jak byk, jak się rozpędzi i złapie rytm i będzie kontrolować tempo to pójdzie, jak wybiegała, połówkę znosi na luzaku to nie powinno być kłopotu, z Tobą to Anioł Stróż powinien biec, nie będzie źle, posmakujesz, spróbujesz już za 2 tygodnie ;-)
powodzenia , ja to przerabiałem wczoraj, było lekko i dramatycznie ale zajefajnie bo maraton to jest coś
-
artur.kujawinski
2010/10/13 00:38:34
Oczywiście obydwoje przeszacujecie tempo i wynik końcowy ale najwazniejsze aby mocno nie bolało. A jeszcze ważniejsze aby potem podjąć kolejną próbę bo zapewniam ,że będzie lżej ;)

Takie losy maratonczyka ;)
-
2010/10/13 13:14:40
Qrcze, Arti, właśnie robię wszystko, żeby nie przeszacować, a niedoszacować. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że moje i Oli cele są za mało ambitne, szczególnie Oli. Ale ten pierwszy maraton ma być na rozpoznanie, porównanie treningu i jego efektów/defektów ; ) Naszym celem jest druga połówka mocniejsza od pierwszej, w najgorszym razie równe tempo, dlatego zaczniemy bardzo ostrożnie. A przynajmniej taki jest cel, bo na razie w żadnej mojej połówce nie zacząłem tak ostrożnie, jak bym chciał ; ) Tylko w Bukareszcie, ale tam były straszne warunki. W pozostałych leciałem jak szalony. Teraz więc celem jest jak najwolniejszy początek.
-
Gość: , *.222.252.190.spray.net.pl
2010/10/18 18:54:58
Ja swój pierwszy maraton przeszarżowałem. Do 33km jak motylek a potem "dożynki" :-)
-
Gość: rafa, 95.147.85.*
2010/10/20 21:53:09
Uprasza się o kolejny wpis właściciela bloga.
-
Gość: Damian Wnuk, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/21 20:11:02
Nastała cisza przedstartowa:D
powodzenia w Dębnie:)