Blog > Komentarze do wpisu
Start półmaraton/maraton

Nadszedł czas na ostateczne decyzje w sprawie tegorocznych startów. W związku z tym mogę napisać nieco szerzej o tym, jaki jest plan. Otóż i ja, i Ola, planujemy start w maratonie w Dębnie, w mistrzostwach Polski. W związku z przygotowaniami do tego biegu wystartowaliśmy wczoraj w półmaratonie w Łowiczu.

Pierwsze przymiarki do tego start zrobiłem już na początku sierpnia. Były to jednak luźne myśli na temat tego, że może warto byłoby pobiec maraton. Trening wymagał planowania, więc założyłem, że powoli budujemy formę z myślą o ewentualnym starcie w maratonie, a pod koniec września będzie decyzja. W związku z tym fatalnie pasował do tej koncepcji start podczas ligi lekkoatletycznej, ja na 800m, Ola na 3000m. Ale jakoś poszło, nawet nieźle.

Teraz czas na końcowe przygotowania i w związku z tym jest krótka decyzja: biegniemy. U Oli jest to naturalny, wcześniej planowany rozwój jej biegowej kariery, u mnie... u mnie mararton brzmi nieco ryzykownie. Jak bowiem wiadomo, najmocniejszy jestem w krótkich biegach na bieżni, im dłuższy dystans, do tego na asfalcie, tym jest gorzej. Ale podjąłem wyzwanie, zobaczymy, czy dotrwam.

Wczoraj pobiegliśmy półmaraton w Łowiczu. Ola wygrała, ja byłem 6, oboje słabe czasy, ale w zasadzie było to wkalkulowane. Otóż hołduję takim zasadom przygotowania do maratonu, które wręcz uniemożliwiają w międzyczasie poprawę życiówek na krótszych dystansach. Cytując Renato Canovę powiem, że uważam, że jeśli ktoś, trenując do maratonu, uzyskuje w ostatnich tygodniach życiową formę na 10km czy w półmaratonie, oznacza to błąd treningowy. Zamiast bowiem do znoszenia specyficznego wysiłku maratońskiego, przygotował się do krótkiego wyścigu. To podejście nieraz miało swoje potwierdzenie, nawet na najwyższych poziomach (a może szczególnie na najwyższych poziomach). Taki np. Zernessay Tadesse pobił rekord świata w półmaratonie, a w maratonie... nędza. Szykujący się do maratonu w Chicago Ryan Hall startował wczoraj w półmaratonie w Philadelfii - nędza.

Bieg w Łowiczu i dla mnie, i dla Oli wyglądał inaczej. Po pierwsze, trzeba wspomnieć o strasznym wietrze - koszmar. W Łowiczu jest fajna, niemal płaska trasa, ale są długie proste, akurat te odsłonięte były pod wiatr. Wiało potężnie. Ola niemal od początku biegła sama, zostawiając za sobą dwie Ukrainki. Doganiała kolejnych słabnących mężczyzn i ostatecznie zajęła 11 miejsce w ogólnej klasyfikacji. Przebiegła dystans na luzie, nawet na zbyt wielkim luzie. Czas: 1:20:57.

Ja zacząłem zgodnie z planem, bardzo luźno. Ną czoło wyskoczyło dwóch Ukraińców, którzy szybko uzyskali dużą przewagę. Wtedy też przeszarżowałem - zamiast biec spokojnie w drugiej grupie, odłączyłem się od niej i zacząłem szaleńczo gonić liderów. Tempo wydawało mi się bardzo wolne, a nie było jak sprawdzic międzyczasów. To się skończyło marnie - nie dogoniłem ich, choć zbliżyłem się mocno, a straciłem szarpnięciem masę sił, za co zapłaciłem później. Okazało się zresztą, że Ci Ukraińcy to mocni zawodnicy, myślałem, że to Ukraińcy drugiego rzutu, a był to rzut pierwszy ; )

W końu więc i tak zaczekałem na drugą grupę, biegłem z nimi aż do ostatniej pętli, gdzie złapał mnie moment kryzysu - po pierwsze, żołądkowo, po drugie, osłabłem mięśniowo. Moja grupka uciekła, ja przebiegłem ostatnią pętlę sam, skończyłem w 1:14:36. Poza pierwszymi czterema kilometrami był to równy, spokojny bieg. Zgodnie z planem za 5 tygodni powinienem w tym tempie wytrzymać maraton. Ale przyznam szczerze że nabrałem wątpliwości co do tego, czy w moim przypadku teoria sprawdzi się z praktyką. Mięśniowo osłabłem, bolą mnie nogi, szczególnie łydki. Moja technika nie pasuje na ulicę i mimo wszelkich prób nie widać poprawy.

Jest jeszcze kwestia butów, żeli itp. W Łowiczu biegliśmy treningowo, bez dużego odpuszczania w treningu, jedynie z kilkoma luźniejszymi dniami, bez treningu specyficznego pod półmaraton. Do sprawdzenia było wiele spraw i nie wszystko się udało. Jeśli chodzi o buty, to u Oli nie ma problemów i wątpliwości. Jest związana z marką Kalenji, bardzo ją sobie chwali, w biegach do połówki używa zielonego modelu Inspid Comp. To świetny, lekki but na szybkie biegi, sam używam czerwonego modelu do krótkich wyścigów (wygrałem w nim dwa razy wyścig na milę). O ile jednak u Oli sprawdza się on również w półmaratonie, tak u mnie nie bardzo - strasznie wytłukłem w nim nogi w Inowrocławiu. Winny jest tu chyba mój sposób biegu. Tu zresztą ciekawostka - Ola przebiegła trzy półmaratony w minimalistycznych butach Kalenji Eliofeet, bez żadnych problemów i w dobrych czasach. Sam również złapałem jedne na wyprzedaży (69zł!) - są w fajnych, żywych kolorach, ale używałem ich tylko na treningach w lesie.

W maratonie Ola biegnie w Kalenji Inspid - nieco cięższym, bardziej amortyzowanym bucie, który Ola bardzo lubi, nazywając "pszczołą" z powodu kolorystyki. Jest to jej podstawowy but treningowy. Ja maraton planuję wstępnie w butach Puma RoadRacer III. Są to świetne startówki, lekkie, wygodne, a w opisie stoi jak byk, że nadają się na wyścigi od 5km do maratonu. Mam akurat te startówki, bo udało mi się kupić je w Stanach na wyprzedaży za równowartość 120zł (w Polsce kosztują 3 razy tyle). Taka jest moja strategia doboru butów ; )

Teraz mam jednak dylemat. Pumy się sprawdziły w tym sensie, że były bardzo wygodne i miękkie. Łydki jednak czuję i na asfalcie czułem się marnie. Nie wiem, czy nie są dla mnie za twarde. Po biegu rozmawiałem z Wojtkiem Więckowskim, kiedyś biegaczem bardzo dobrego poziomu, teraz jednym z najlepszych weteranów w Polsce (49 lat i 1:13 w półmaratonie)! On stwierdził, że przy mojej technice te buty moga być zbyt minimalistyczne. Kusi mnie spróbowanie typowych butów do maratonu, typu Nike Marathoner, ale w Polsce są drogie. Nie wiem zresztą, czy nie okaże sie, że na asfalcie w każdych butach bolą mnie łydki. Zresztą ten ból może być spowodowany częściowo tym, że nie byłem do końca wypoczęty na ten bieg.

Swoja drogą, moje dwa podstawowe buty treningowe to teraz dwa modele Pumy, które również kupiłem w śmiesznych cenach w USA. Nie wiem jednak, czy nie są za grube, w tym sensie, że za mocno amortyzowane, przez co łydki bolą mnie po przesiadce na lekkie buty. Rok tem biegałem wszystkie treningi w lekkich, cieniutkich butach półstartowych i potem w czasie startu czułem się dobrze. Na razie więc moja strategia wygląda tak, że pobiegam więcej długich treningów w cienkich butach i zobaczę, jak to znoszę. Mam takie cieniutkie Nike, również z USA ; ) Ze Stanów przywiozłem wiosną 13 par butów i kolców, do biegania i chodzenia. Zapłaciłem za całość jakieś 700-800zł, swoją drogą. Teoretycznie mam więc w czym przebierać, ale okazuje się, że do maratonu jest kłopot. Bardzo dobrze biega mi się w leciutkich butach Adidas Attune, ale one są dość obcisłe, na maraton za ciasne.

Kolejna sprawa - picie i żele. W Łowiczu po raz pierwszy w życiu piłem w czasie biegu. Opanowałem wcześniej teorię zgniatania kubeczka i jakoś to poszło, całkiem nieźle jak na początkującego. Gorzej z żelem - zapomniałem go zabrać z plecaka na bieg ; ) Z próby wyszły więc nici. Mam zamiar użyc poleconego mi przez tatę żelu Carbosnack, ale jak macie jakieś inne sprawdzone wspomaganie, dajcie znać.

Kolejna sprawa - otarcia, zawsze mój duży problem. W Łowiczu miałem je niemal wszędzie, gdzie można mieć, mimo użycia wazeliny ; ) Do zmiany pójdzie koszulka i spodenki, wypróbuję też jakiegoś innego kremu - czekam na propozycję tego, co Wam najbardziej pasuje.

Sam trening idzie powoli. Mam zaplanowane do maratonu 4 kluczowe bodźce, zobaczymy, co z nich wyjdzie. Jutro jedziemy z Olą potrenować w Ustrzykach Dolnych. Zarezerwowaliśmy noclegi, ale na miejscu nigdy nie byliśmy, chociaż na mapie trasy biegowe wyglądają bardzo dobrze. Po Ustrzykach do maratonu już mocno luzujemy.

Od sierpnia budowałem stopniowo długość swoich długich biegów - biegłem 24km, 28km, 30km. 10 dni przed Łowiczem robiłem symulację maratońską: 19km spokojnie + 12km z tempem maratonu + 2km spokojnie. Tempo maratonu było tylko w sensie odczucia, bo te 12km biegałem w lesie na pofałdowanej trasie, w tempie średnio 3:45/km. Chodziło jednak o szybsze tempo na zmęczeniu energetycznym. Na tym treningu zrobiłem 33km i byłem zadowolony. Plan startowy zakłada tempo 3:35-3:30/km i na tej prędkości chiałbym być swobodny i wydajny energetycznie.

O Ole się nie boję - ona biega dużo więcej ode mnie, a długie bodźce znosi bardzo dobrze. Dębno ma być naszym maratonem "na próbę" - sprawdzeniem, jak ma się trening do startu, jak się czujemy, jak się mają prędkości treningowe do startowych. Mam też ambitny plan biegu w równym tempie lub wręcz "negative splits" - czyli druga połowa biegu szybsza niż pierwsza. W ten sposób w Polsce biega mało kto z czołówki, a szkoda, bo to własnie świadczy o dobrej strategii i dobrym treningu. Z czołówki dziewczyn w ten sposób rozkładały siły Agnieszka Gortel i Agnieszka Janasiak, trenowane przez Jerzego Skarżyńskiego i Zbyszka Nadolskiego.

Jesli wszystko wyjdzie, widzimy się w Dębnie... A tutaj relacja i fotki z Łowicza, jest kilka zdjęć moich i Oli: http://maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=1&action=7&code=8220&bieganie

 

poniedziałek, 20 września 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Nowy sezon, nowe wyzwania

    Dzisiejszy dzień to dla mnie oficjalne rozpoczęcie przygotowań do kolejnego sezonu. Oficjalne - nie znaczy, że faktyczne. Ta data to pochodna moich biegowych po

  • Kilka słów o maratonie

    Przetrwałem przygotowania do maratonu, chyba można już tak powiedzieć. Wczoraj wieczorem po 13 godzinach jazdy dotarłem do Słupska, dzień wcześniej po 4 godzina

  • Trening maratoński

    Szybki raport dla ciekawskich z treningu do maratonu w wykonaniu teamu MO czyli Marcin i Ola. Lekko nie jest. Zaadoptowaliśmy się do Ustrzyk, przetrwaliśmy ochł

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: cichy70, *.ssp.dialog.net.pl
2010/09/20 11:13:29
no, to może bedzie okazja w końcu pogadać :)
-
Gość: Darek Ł., *.net81.citysat.com.pl
2010/09/20 16:39:19
Ja też Marcinie planuję maraton w Dębnie.Więc się widzimy
-
2010/09/20 17:53:17
Dobrze, że będą życzliwe osoby. W razie gdybyście po drodze, ok. 35km widzieli nieruchome ciało, leżące na poboczu, zepchnijcie mnie łaskawie do rowu ; )
-
Gość: Kędzior, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/09/20 22:30:12
Polecam żele od Łukasza z PAPu. www.pap1.pl Są świetne, po pierwsze nie trzeba ich popijać, bo nie zostawiają zadnego posmaku w ustach, nie mają też tego gryzącego smaku jak np żele Isostara czy też Maxima. Po drugie łatwo się, otwierają i nie zajmują dużo miejsca. Do wyboru 4 smaki. Cena też nie wygórowana. Ja sprawdzalem je na różnych treningach - nigdy nie miałem po nich zadnych sensacji żołądkowych. A mój pierwszy trener tydzień temu zjadł 4 na Maratonie wrocławskim, również zadnych sensacji żołądkowych, a Maraton (debiut) ukończony w czasie 3:04. Także sprawdzone żele dobrego producenta (Science In sport - SiS) z USA ;)
Pozdrawiam i powodzenia!
-
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/09/20 22:47:11
Ukraińcy Cię napromieniowali wzbogaconym plutonem i dlatego tak marnie pobiegłeś
drugi powód to buty, gdybyś biegł w Kalenji tak jak Ola to byś wygrał ;-) a tak kombinujesz a jakimiś durackimi Pumami
mam nadzieję, że te Twoje Pumy nie były kupowane na stoisku bieganie.pl ;-)
Wojtek Więckowski to żywa legenda biegów długich w Polce, tyle lat biega i to jak !!!
sprawdza się jednak powiedzenie, że wybitny trener nie musi być wybitnym zawodnikiem ;-)
no i zapomniałem... życzliwe osoby startują w Poznaniu więc się jeszcze przepisz lepiej póki czas, tam najwyżej tryknie Cię koziołek, w razie co to mam w Poznaniu szwagra, zgarnie Cię do wozu
powodzenia żuczki w mozolnym treningu
-
Gość: tuzikabc, *.chello.pl
2010/09/21 12:14:00
Jeśli chodzi o podjadanie w maratonie, to z mojej strony polecam miód ;) można dostać w lepszym spożywczym lub w zdrowej żywności pakowany w małych plastikowych kosteczkach, które łatwo i wygodnie można schować gdzieś w spodenki; ja jeszcze tylko zwracam uwagę, aby był to miód naturalny a nie sztuczny, gdyż takie też bywają w sprzedaży. A co do skuteczności... mi między 30 a 35 km dwie kostki dał takiego kopa, że żałowałem iż maraton ma tylko 42,195 km ;P Pozdrawiam i trzymam kciuki za Dębno ;)
-
Gość: kibic, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/09/21 13:10:02
Hej Marcin ;-)
Czytam Twojego bloga już od dłuższego czasu. Czytając tego posta trochę zdziwiłem się, że już w tym roku sam próbujesz maratonu, tym bardziej ze z tego co piszesz nastawiasz się na wynik w okolicach 2.30. Myślę ,ze w Waszym "treningowym układzie" z Olą to ona jest sportowo "ważniejsza", z perspektywami na zaistnienie nie tylko w polskiej czołówce biegów długich. Osobiście jako trener wolałbym doglądać start Oli na trasie,tym bardziej, że jest to maraton.Ponadto Twój poziom sportowy pozwala na komfortowe przebiegniecie z Olą całego dystansu, spełniając idealnie role "zająca" ;-)
Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów
-
Gość: gasper, *.adsl.inetia.pl
2010/09/21 13:41:49
buty do połówki i maratonu powinny być profesjonalnie przygodowane w jednej z firm tuningowych - niestety kolejki tam są masakrycznie długie a ceny bardzo wysokie dlatego polecam samodzielnie pobawić się w rzeźbienie ;)
-
2010/09/21 21:43:10
Rozważę wszystkie pomysły odżywkowe.

Miód jest bardzo ciekawy, mówisz o takich pakowanych do małych pudełeczek jak np. masło czy dżemy? Wtedy korzystanie z tego w czasie biegu wydaje mi się nieco utrudnione. Ale porównam kaloryczność takiej dawki i skład z odżywkami, ciekawe, co wyjdzie ; ) Może też sprawdzę to na trasie w treningu.

Co do biegu z Olą, to jest co najmniej kilka przyczyn, dla których nie biegniemy razem. Po pierwsze, liczę na miejsce wyższe niż 10, które zająłem na 1500m w Mistrzostwach Polski - to ważne ze względu na klub. Mam też swoje ambicje i chcę sprawdzić, jak się sprawdzę w takim biegu, zobaczyć czy jest sens trenować w tym kierunku, czy lepiej zostać przy biegach krótszych.

Nie chciałbym też, żeby Ola startowała zbyt często w warunkach zbyt cieplarnianych, z własnym zającem, kimś, kto podaje odżywki, zapewnia wsparcie, podaje czasy itd. Nie tak hartują się mistrzowie, ona musi umieć walczyć, będąc zupełnie sama, zmagając się z presją, niepewnością, zmęczeniem. To przyda się jej w przyszłości. Ja wykładam przedbiegowe założenia, różne możliwości rozegrania biegu, ale biegnie i decyduje ona sama.
-
Gość: gasper, *.adsl.inetia.pl
2010/09/21 22:50:54
miód możesz mieć z pasieki i włożyć w co chcesz :) to mój ulubiony napój zimą po bieganiu: pół litra wody, łyżka lub dwie miodu i sok z jednej cytryny - po wybieganiach w mrozie nie ma nic lepszego :)
-
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/09/21 23:17:10
Gasper, ja wiem, że Ty do tego miodu walisz 200 czystej zimową porą, stąd takiego kopa masz
nie bądź takim dogmatykiem obuwniczym, w czym biegłeś w Pile hę ? nie w Biomie prawda ;-) spróbuj Eliofeeta, jestem gotów Ci sponsorować ale liczę na obiektywny feedback a nie laurkę
ciekaw jestem jak Treneiro się wykaże na królewskim dystansie
Ola da radę, widzę duże perspektywy
-
Gość: Arti, *.icpnet.pl
2010/09/21 23:58:56
Maraton....w Dębnie? współczuję... ostre ścigańsko w debiucie. Będzie piękny zajazd...
Współczuję w tym sensie bo wiem jak boli a im chce się lepszy wynik tym bardziej boli ale spoko....następne razy są już łagodniejsze.

Szkoda,że mnie nie będzie w Dębnie ale będę trzymał kciuki.

Moja rada czysto teoretyczna, nie wyznaczać sobie w debiucie zbyt wygórowanego czasu...baaaaaaaaardzo rzadko się sprawdza...lepiej ruszyć realnie a potem przyspieszyć ;)

Taka ot czysta teoria ;) POWODZENIA !
-
2010/09/22 09:09:43
Moja taktyka jest prosta: pierwsze 20km na max, a potem jakoś to będzie ; )

A serio, to wydaje mi się, że założenia mam prawidłowe. Problemem jest tylko trzymanie się ich, nie rozpoczęcie zbyt mocno. W Dębnie są oznaczenia co kilometr, to mnie też kusi, łatwiej będzie kontrolować tempo. Pytanie - czy te oznaczenia są prawidłowe, tak na oko? Bo w tym roku biegłem dwie połówki i w obu międzyczasy były kompletnie niewiarygodne. To mocno utrudnia bieganie tak długiego dystansu dla kogoś takiego jak ja, kto nie ma jeszcze wielkiego doświadczenia w utrzymywaniu równego tempa przez kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów.
-
Gość: RobertD, 194.169.228.*
2010/09/22 18:33:04
Maraton trzeba zacząć szybko, żeby mieć z czego tracić;)
Jak pamiętam Dębno, to oznaczenia są chyba takie sobie. Jeden malutki zbieg/podbieg w środku kółka, a kółka są dwa. Może jednak jak Korzeniowski na tętno 170:) A tak serio - problem z oznaczeniami jest taki, że po pierwsze atestator nie musi tego robić, on mierzy trasę. Nie wiem jak jest w Dębnie. Po drugie wystarczy lekko źle ustawić tabliczkę, a błąd się dubluje - jeden "kilometr" jest krótszy, drugi dłuższy. Do tego dochodzi adrenalina i tempo skacze i osiąga jakieś dziwnie wysokie wartości na początku. To i tak pół biedy, bo co dopiero się dzieje jak jest, cholera, za wolno:) Wtedy się przyspiesza i maraton spalony na początku. Może Marcin masz dobre wyczucie tempa? Musisz chyba połączyć kilka metod.
-
Gość: Arc, *.emea.ibm.com
2010/09/23 10:21:13
Podzielcie się trasami jakie zrobicie w Ustrzykach. Pochodzę z tego miasta, ale nie mieszkam tam od 10 lat i chętnie przeczytam o waszych wrażeniach. Pozdrawiam serdecznie
-
2010/09/23 12:53:43
No właśnie to jest problem z oznaczeniami na wszystkich biegach - to samo było w Inowrocławiu. Biegłem z Ola i częściowo oznaczenia były co 2km. Najpierw zmierzyłem tempo po 3:30/km - i mówię Oli, że spokojnie, bo jest ostro. A na następnym pomiarze tempo wyszło 3:56/km. Ewidentnie jedno za krótkie, długie za długie.

Z Ustrzyk zrobię jakąś relacje. Pierwsze 2 dni nie są bardzo zachęcające - bieganie albo po strasznych górkach, albo po ulicach. Na razie nie znaleźliśmy nigdzie kawałka dobrej, równej prostej w lesie, gdzie można pobiegać coś szybszego. Do tego trasy rozjeżdżone mocno traktorami. Ale mamy jeszcze kilka miejsc do obadania.
-
Gość: Tomek, 64.245.52.*
2010/09/28 21:55:25
jak zawsze pozdrowienia!
nie wiedziałem jak inaczje się skontaktować, bo chciałem stronę polecić (ale pewnie już ją znasz) www.sportsscientists.com/2010/09/2-hour-marathon-physiology.html

Tomek
tomekbag@gmail.com