Blog > Komentarze do wpisu
Bieganie w Ustrzykach Dolnych

Nasz obóz treningowy trwa, ale muszę przyznać, że wyjazd do Utrzyk pod względem biegowym jest mocno nieudany. Oczekiwania mieliśmy dużo większe niż to, co zastaliśmy na miejscu.

Żeby nie zaczynać od narzekania, napiszę o dobrych stronach pobytu tutaj. Po pierwsze, mieszkamy w przyjemnym miejscu, jest czysto, właściciel miły. Po drugie, jest w gruncie rzeczy cicho, jest czyste powietrze, jest psychiczne oderwanie się od codzienności. No i  ceny w sklepach dość niskie, wejściówka na basen tania. Ale to chyba wszystko z pozytywów.

Bieganie w Ustrzykach to duża pomyłka. Jest to jedno z nielicznych miejsc w Polsce, które poznałem, gdzie właściwie nie ma gdzie biegać. Na co liczyłem? Na rozbiegania wykonywane w urozmaiconym, naturalnym, pagórkowatym terenie oraz na mocniejsze treningi wykonywane na kawałku prostej, którą znajdę gdzieś w okolicznych lasach. Nie miałem więc wielkich oczekiwań. Tymczasem nie ma tutaj ani jednego, ani drugiego. Odkrywamy to ze zdumieniem każdego dnia.

Teoretycznie są szlaki turystyczne i rowerowe. Ich pierwsza wada - żeby dostać się na którykolwiek z nich, trzeba wykonać kawał niemal pionowej wspinaczki. A szlaki są w marnym stanie - jest bardzo ślisko, to są jakieś ubłocone ścieżki, prowadzące w górę. Wchodzenie nimi to walka o życie. A co napotykamy u góry? Otóż napotykamy teoretyczny potencjał biegowy, który jest jednak niezrealizowany. Na szlakach na szczycie Małego Króla czy Laworty są piękne proste, prowadzące lasem i łąką. Ale co z tego, skoro zamiast turystom, służą one do rabunkowego wyrąbu drewna?

Otóż gospodarka leśna to jedna z wielu polskich patologii, to samo dzieje się w Słupsku. Nikomu nie opłaca się inwestowanie w szlaki turystyczne czy parki narodowe. Opłaca się wycinka drewna, bo drewno to twarda gotówka. W Ustrzykach szlaki turystyczne to jedna wielka błostnista breja, rozjeżdżana przez traktory i ciężarówki z błotem, pełna kolein i dziur. Nie wiem, jak miałby przejść tamtędy jakikolwiek turysta, o biegaczu nie wspominając. Krajobraz wygląda jak po wybuchu bomby atomowej - ścięte hektary lasu, a to, co zostało, jest niemiłosiernie stratowane, rozjeżdżone, zmiażdżone przez ciężki sprzęt. Nawet w obrębie rezerwatu co rusz napotykamy a to na samochody, które wjeżdżają tam, nie zwracając uwagi na zakazy wjazdu, a to np. koparkę, prowadzącą jakieś roboty ziemne. Dla kogoś, kto lubi przyrodę, jest to straszny widok.

Nie wiem, kto rządzi w Ustrzykach, ale nie przypomina mi to stolicy Bieszczad, tylko Bazę Ludzi Umarłych. Szlaki turystyczne tutaj to fikcja. Zdarzają się malownicze wioseczki i piękne widoki, ale więcej jest drwali, wszędzie też jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne domy i rezydencje. Spodziewałem się biegów śladami Stachury, a mam biegi śladami leśnych spustoszeń, ewentualnie w spalinowym śladzie kolejnej ciężarówki.

Znaleźliśmy niezłe tereny biegowe w okolicach granicy (dojazd samochodem). Tylko co niesamowite, wszędzie tam... leży asfalt. Jest to asfalt fatalnej jakości, pełen dziur, krzywy - ale, kurde, asfalt. Ciężko znaleźć choćby kawałek ścieżki z naturalną nawierzchnią. Uciekliśmy więc od cywilizacji po to, żeby wszystkie treningi rąbać, tupać po asfalcie. Biegamy albo przy tej granicy, albo po prostu uboczami miasta, po chodnikach. Koszmar! Obóz biegowy po chodnikach, wyobrażacie to sobie?

Jest tu stadion żużlowy, ale po deszczu zmienił się w jedno wielkie błotniste rozlewisko. No i dalej - Ustrzyki to jakaś lokalna stolica patologii. W żadnym mieście w Polsce nie widziałem tylu pijaków i obiboków. W niedzielę rano miasto wygląda jak pobojowisko - wszędzie albo kręcą się półprzytomne grupki podpitych, skacowanych mężczyzn, albo ich niedobitki leżą na trawnikach i w krzakach. Z fascynacją obserwuję lokalne roboty interwencyjne, wykonywane przez gromadę osób płci obojga, uzbrojonych w miotły i kamizelki odblaskowe. Spotykamy ich w różnych ukrytych miejscach, ze stadionem włącznie, ale nie udało nam się przyłapać ich nawet na minucie pracy, za to za każdym razem solidarnie i wesoło rozpijają kolejną flaszkę wódki. A to nad rzeką, a to na zrujnowanym stadionie, a to w parku... Ich pomysłowość nie ma granic.

Nie znależliśmy ani kawałka, nawet 200m prostej, gdzie nie byłoby stromizny lub wielkich dziur w drodze, trudnych do ominięcia. A przebiegliśmy tu dziesiątki kilometrów. Wałęsające się tu i ówdzie bezpańskie psy tylko dopełniają niewesołego obrazu całości.

Z zabawniejszych spraw, to śmiertelnie przestraszył nas dziki ryk, dobiegający z lasu, gdy biegaliśmy w pobliżu granicy. Ola była pewna, że to niedźwiedź żywiący się biegaczami, prawdopodobnie jednak był to jeleń, podobno trwają ich gody. Omal nie połamaliśmy też nóg, skacząc w górę, gdy Ola prawie depnęła na żmiję i zaczęła przeraźliwie krzyczeć. U mnie był to niemal atak serca spowodowany tym nagłym wrzaskiem, nie pierwszy zresztą. Oli odruch bezwarunkowy w momencie napotkania jakiegoś zwierzęcia polega na strasznym wrzasku (podczas gdy ja błądzę myślami daleko, rozgryzając strategię przygotowania do sezonu 2015/2016) oraz na złapaniu mnie za rękę i popchnięciu w kierunku niebezpieczeństwa. Zwykle zanim zorientuję się, o co chodzi, mam już tętno powyżej maksymalnego...

Co zabawne, na pustyni w Stanach nie napotkaliśmy ani węża, ani żadnego groźnego zwierzęcia, a w Bieszczadach dwukrotnie już wpadaliśmy na żmije. Było to jednak w pierwszych, słonecznych dniach, teraz się ochłodziło i gadziny na pewno schowały się pod ziemią.

Widziałem też kwaterę pustelnika, który wypala drewno na wegiel drzewny, czytałem o nim kiedyś reportaż.

Ogólnie więc staramy się robić, co się da, a co z tego wyniknie, zobaczymy. Biegamy sporo, ale nie przesadnie dużo, tupiemy po tym dziurawym asfalcie, obecnie mokniemy i jesteśmy sieczeni bezlitosnym wiatrem. Kilka dni temu biegaliśmy rozebrani, dzisiaj było 5 stopni, wiatr, deszcz... Generalnie nie polecam Ustrzyk biegaczom, nie ma tu za bardzo gdzie biegać.

A na deser fotki wykonane kilka dni temu po zabójczo długim rozbieganiu:

 

środa, 29 września 2010, plathman

Polecane wpisy

  • Nowy sezon, nowe wyzwania

    Dzisiejszy dzień to dla mnie oficjalne rozpoczęcie przygotowań do kolejnego sezonu. Oficjalne - nie znaczy, że faktyczne. Ta data to pochodna moich biegowych po

  • Kilka słów o maratonie

    Przetrwałem przygotowania do maratonu, chyba można już tak powiedzieć. Wczoraj wieczorem po 13 godzinach jazdy dotarłem do Słupska, dzień wcześniej po 4 godzina

  • Start półmaraton/maraton

    Nadszedł czas na ostateczne decyzje w sprawie tegorocznych startów. W związku z tym mogę napisać nieco szerzej o tym, jaki jest plan. Otóż i ja, i Ola, planujem

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: tomek michałowski, *.dynamic.gprs.plus.pl
2010/09/29 22:27:39
Majster,
a mówiłem Ci jechać do Wałcza, tam masz wszystko ośrodek przygotowań olimpijskich, stadion z tartanem, lasy bukowe i sosnowe, sporą deniwelację, jeziora, asfaltu w bród, cywilizację ;-)
jak się wybiera Polskę C to trzeba się liczyć z patologiami, im dalej na wschód tym większa swołocz, no już na Kaszuby trza było Olę zabrać
-
artur.kujawinski
2010/09/29 22:54:46
Nie wiem jak teorie o słabych startach przed maratonem ale Ryan Hall wycofał się z Chicago Maratonu nie czując powera.... w maratonie nie da się oszukać... przekonałem się o tym wiele razy....niestety to dystans prawdy.

Na amatorskim poziomie wolę pobijanie życiówek po drodze wtedy psychologicznie człowiek myśli...oj gdybym był w pełni wypoczęty to dopiero bym nabiegał ! Zazwyczaj człowiek zbliża się po drodze do życiówek co oznacza już wysoki poziom przygotowań.

Rozcinanie butów - nie idź tą drogą ;-)
-
Gość: martini z lublina, 212.244.34.*
2010/09/30 10:04:53
Czemu nie odwiedziliście po sąsiedzku - bo Wy z Zamościa;) - Roztocza? Pagóry(podbiegi) są (mnóstwo szlaków pieszych), asfalty mało uczęszczane także, niektóre szlaki o nawierzchni piaskowej, to se siłę poćwiczysz, dalej - w Puszczy Solskiej możesz biec przed siebie ile wlezie po akuratnych ścieżkach. No, same plusy, cholera ;).
-
Gość: Damian Wnuk, *.internetdsl.tpnet.pl
2010/09/30 11:39:04
A nie lepiej byłoby zostać w Słupsku lub wyskoczyć w jakieś miejsce nad morzem gdzie można spokojnie trenować?Np. Międzyzdroje? A góry hmmm moim zdaniem Szklarska to zawsze pewność,że będzie miejsce do biegania i przygotowania się na maraton a kombinowanie z Ustrzykami czy jeszcze inną miejscowością której się nie zna to chyba już na to trochę za późno bo start tuż tuż:) tak czy siak życzę powodzenia w treningach i zdrówka:) pozdrawiam!
-
Gość: RE, 217.153.106.*
2010/09/30 12:06:26
W takich momentach człowiek zaczyna doceniać, że mieszka na granicach Drawińskiego Parku Narodowego i po przebiednięciu 500 m, jak wbiegnie w las, to po dobrych drogach, w pięknych okolicznościach przyrody, może biegać po 40 km, codziennie inną trasą i tak przez wiele tygodni. W ogóle w górach teraz jest ciężko w tym okresie. W zeszłym roku byłem w Beskidzie Śląskim i Żywieckim (Węgierska Górka). Też wszystko rozjechane, potoki błota, brodzić trzeba było po kolana. Taki czas, turystów nie ma, to ciężki sprzęt wjeżdża. I tak jest ponoć wszędzie. Ale i tak życzę udanych treningów. Pzdr
-
2010/09/30 13:15:33
Niby Polska C, a nawet dróżki w lesie wyasfaltowali... Pewnie z dotacji unijnych, powinni jeszcze wyasfaltować góry ; )

Do Szklarskiej nie jechaliśmy, bo wystraszyła nas podróż - z Zamościa co najmniej 16 godzin pociągiem! A tu podjechaliśmy samochodem, 3 godziny i na miejscu. Mogliśmy pojechać gdzieś bliżej, ale chcieliśmy pośmigać trochę w górach, wzmocnić nogi. Obejrzeliśmy lasy w google earth, zobaczyliśmy, że ścieżki są, nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tak źle.

Ryan Hall rzeczywiście wymiękł. Ale to chyba jest ogólny trend u tego zawodnika - on się powoli robi takim lalusiem, który głównie pozuje do zdjęć, pomaga sierotom w Afryce, reklamuje samochody i zegarki, a z bieganiem gorzej. Startuje mało, a jak już biegnie, to na ogół słabo. Robi się więc biegowym celebrytą, takim Bradem Pittem. Zupełnie inny jest np. Ritzenhein, który startuje w najcięższych startach i nawet gdy nie jest w pełni przygotowany, tnie się z Kenijczykami, ile wlezie. Hall może być kolejnym biegaczem tempowcem, który pobiegł pojedyncze dobre wyniki, ale na żadnej imprezie nie osiągnął niczego wielkiego. Szkoda go, ale przynajmniej żonę ma fajną, podobnie jak Arti ; )
-
Gość: Gregory, *.bredband.comhem.se
2010/09/30 23:06:01
Marcin odpuscic maraton jak sie wie ze nie ma mocy to jest rozwaga i rozsadek a nie "wymiekanie". Popatrz na liczne przypadki z krajowego podworka z taktyka "a moze sie uda..." a potem jak jest to wiemy.
Nie wiem co Ciebie upowaznia do dyskredytowania osiagniec Ryana bo wielkich maratonach Boston czy NY zawsze byl w 4ce, zycze Ci podobnych sukcesow i powodzenia w maratonie. Biega swietne wyniki z niesamowita regularnascia.
Jego problem moze lezec w tym ze kazdy niemal bieg u niego to walka cieniem a tymczasem trzeba reagowac na to co robia przeciwnicy i dostosowywac taktyke.
Tak czy owak to wyjatkowy i topowy maratonczyk a i widac do tego uczciwy i rozsadny.

-
artur.kujawinski
2010/09/30 23:14:58
Dziękuję szczególnie za miłe ostatnie słowa ;-)

Mam nadzieję,że Hall jeszcze coś na biega bo polubiłem go i trzymam za niego kciuki.
-
Gość: szmajchel, *.icpnet.pl
2010/10/04 09:11:48
Byłem w tym roku w Bieszczadach, w Ustrzykach Górnych także, no i nie zauważyłem żeby było tam aż tak źle... Marcin, trochę mniej narzekania! Szukaj pozytywów :)
-
2010/10/04 16:04:34
Ja jestem w Ustrzykach Dolnych. W Górnych na pewno jest lepiej ; ) Zresztą pierwotnie chciałem jechać do Górnych, ale potrzebuję dostępu do internetu, a tam nie ma. Co by nie mówić, Ustrzyki nie wytrzymują porównania ze Szklarską.

Jeszcze co do Halla - oczywiście maratończyk wysokiej klasy, a moja raczej negatywna ocena jego osiągnięć bierze się stąd, że zapowiadał się na naprawdę zawodnika światowej czołówki. Jeśli wspomni się jego biegi sprzed kilku lat - te 59 minut w połówce i 2:06 w maratonie, to wydawało się, że on pójdzie za ciosem. Tymczasem jego poziom spadł. Na jednym z forum amerykańskich przeczytałem opinię, mającą pewien sens, że problemem w jego przypadku były Igrzyska.

Otóż on pobiegł mocne kwalifikacje amerykańskie jesienią, niszcząc rywali, potem na wiosnę trzasnął świetny wynik w Londynie. Ale już 4 miesiące później miał Igrzyska. Wtedy na forum chyba Canova napisał, że według niego to jest za krótko, żeby odpocząć i złapać znowu formę. Hall musiał od razu wejść w trening, na Igrzyskach był już słaby (względnie słaby, 10 miejsce to nie tragedia, ale zapowiadał medal). Kolejne starty były dalekie i od oczekiwań, i od jego szumnych zapowiedzi.

Te pierwsze czwórki w Nowym Jorku czy Bostonie wynikały z tego, że nie bardzo miał tam z kim przegrać. Ci lepsi go ogrywali, Ci słabsi przybiegali z tyłu. Ale co najgorsze, w każdym z tych maratonów Hall nawet przez moment nie był w grze, nie miał nawet cienia szans na zwycięstwo, biegł bezbarwnie, nie reagując na to, co robili przeciwnicy.

Moim więc zdaniem na razie kariera Halla mocno dołuje. Ani nie pokazał się w żadnej dużej imprezie, typu Igrzyska czy Mistrzostwa Świata (co szczególnie widać na tle jego kolegów z reprezentacji, bo medale zdobywali w maratonie i Keflezighi i Kastor, i Goucher, i Flanagan), ani nie ustanowił dawno zapowiadanego rekordu USA, ani nic nie wygrał.

Biega na dobrym poziomie, ale jego czasy plasują go raczej pod koniec pierwszej setki maratończyków na świecie, a nie w samej czołówce. A jak przyszło do prawdziwego ścigania na Igrzyskach, to ograł go Ritzenhein, który życiówkę miał w tym czasie ponad 5 minut słabszą (i nadal ma słabszą). Do tego Ritzenhein zdobył medal na MŚ w półmaratonie, chociaż tutaj też życiówkę ma słabszą niż Hall.

I jeszcze jedno - byłem w Stanach, więc widziałem, jak tam w mediach, szczególnie biegowych, Hall jest mocno sprzedawany. Według mnie więcej w tym szumu niż rzeczywistych osiągnięć.
-
Gość: spodlasu, *.lublin.mm.pl
2010/10/20 22:09:59
Następnym razem, jak będziesz się wybierał w Bieszczady - daj znać, podpowiem, co i jak :-)
Ustrzyki Dolne to porażka. O tej porze roku polecam szeroko pojętą Wetlinę, U. Górne czy nawet Cisną. A prosta? Choćby wzdłuż Wetlinki w kierunku na Zawój, kilka kilometrów nieźle utrzymanej drogi gruntowej, po drodze rezerwat Sine Wiry, oprócz płaskiego łagodne zbiegi i podbiegi; po sąsiedzku kultowe shcronisko w Jaworzcu (prąd i ciepła woda przez 2 godziny po 19.00, ale atmosfera bezcenna).
-
2010/10/21 20:19:22
No to szkoda, że nie wiedziałem wcześniej. To, o czym piszesz, to właśnie takie warunki, na jakie się nastawiałem. Spodziewałem się, że jak Bieszczady, to coś się musi znaleźć. Tragedii nie było, ale płaskiego - nic. Zobaczymy, jak po tym pójdzie maraton.
-
Gość: balon, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/11/05 15:57:41
Ja trenowałem za Juniora w Ustrzykach Dolnych na obozie, i ogólnie jestem z tych rejonów. Jest tam klub i nawet zawodnicy którzy mają niezłe osiągnięcia. Więc skończcie z tym sarkazmem, można tam budować dobrą formę. Fakt, że brakuje płaskiego odcinka, ale wyżej basenu jest 500m prostej drogi w dobrym stanie. Na którym trenują miejscowi, z całkiem niezłym skutkiem.
Co do zwierząt to trzeba było wcześniej uprzedzić zarząd bieszczadzkiego parku narodowego, że przyjeżdżają "wielcy biegacze" do Bieszczad i trzeba wszystkie gatunki chronione "usunąć" co by biegaczom na ścieżki nie wchodziły. Nazywajcie to polską C nawet i Z. Ja właśnie stąd pochodzę i nie wstydzę się tego. Ludzie z tych rejonów są wykuci z trochę twardszego metalu. Więc proszę was o trochę pokory, bo ciągłe narzekanie zakorzenione w naszym narodzie nudzi się już. Tymbardziej nie przystaje pozytywnie nastawionym do życia biegaczom.
-
2010/11/05 19:30:31
Balon, nie masz się co denerwować - to jest pisane wszystko z lekkim przymrużeniem oka, przecież Ola też jest z tamtych wschodnich rejonów. Co do odcinka - wiem, gdzie to było, biegaliśmy tam rozbiegania, ale musisz uwzględnić to, że to nie był trening do 800m, gdzie można zrobić prawie cały trening na odcinku, tylko do maratonu. 25km biegu ciągłego się tam nie pobiegnie, choćby człowiek się mocno spiął.

Co do zwierząt - dzięki za informację, będę wiedział, gdzie uderzać następnym razem ; ) Na szczęście niedźwiedzie były nam łaskawe.
-
2010/11/05 19:32:43
Jeszcze jedno - Ustrzyki zawsze kojarzyły mi się z KSU, a to jest jak najbardziej pozytywne skojarzenie ; )